Afrykańska gościnność, czyli w odwiedzinach u Afrykanerów

Jedną noc spędziliśmy u przyjaciół Iana, małżeństwa w średnim wieku i ich dwoma córkami – czteroletnią Johanne i ośmioletnią Nelize. Bardzo ciepło mnie przyjęli i szybko stałam się członkiem rodziny. Od dziewczynek dostałam namalowanym przez nie obrazku.

Podczas, gdy faceci pogrążyli się w rozmowie, ja wszędzie podążałam za Tariną.  Biedna miała nogę w gipsie. Większość czasu spędziłyśmy w kuchni na przygotowywaniu tradycyjnej afrykańskiej potrawy na kolacje. Czteroletnia Johanne nie znała angielskiego, więc nie mogłyśmy się porozumieć, ale bardzo chciała nawiązać ze mną kontakt i tak np. przyszła pograć ze mną w karty, w tylko sobie znaną grę. Na początku miałyśmy brać karty, jedną ja, jedną ona, przy czym ona często podglądała swoje. Jak się później okazało, nie zrobiło to żadnej różnicy, bo potem bez ustalonego porządku układałyśmy karty na stole. Starsza córka – Nelize – znała trochę angielski, więc było łatwiej.

Potem poszłyśmy nakarmić psy. Mają cudowne psiaki, które od progu mnie przywitały i nie opuszczały, aż do wyjazdu.

Gdy Tarina poszła uczesać Nelize, poprosiła mnie, żebym podała ręcznik Johanne, która skończyła się właśnie kąpać. Mała pokazała mi, o który ręcznik chodzi i rękami dawała znaki, że jeszcze nie czas, bo cała woda nie spłynęła. Dopier, gdy nie było już ani kropelki, miałam ją okryć ręcznikiem. Następnie wyciągnęła do mnie rączki, żebym ją zaniosła do pokoju. Myślałam, że taka jest praktyka. Tymczasem okazało się, że mnie „wykorzystała”. Normalnie sama idzie do pokoju na własnych nóżkach.

Na kolację podano tradycyjny afrykański posiłek, który składał się z Bobotie, czyli pieczonego mięsa, żółtego ryżu z rodzynkami, fasoli i sałatki bananowej. Na deser był malva puddingu. Ale zanim zaczęliśmy jeść, zanieśliśmy wszystkie potrawy na stół, usiedliśmy w kręgu, wzięliśmy się za ręce i mąż Tariny zaczął się modlić. On jest pastorem. Dopiero po modlitwie mogliśmy zacząć spożywać posiłek. Pychota.

Rano na śniadanie dostałam putu pap, czyli białą kaszę, w smaku podobną do mannej, ale zrobioną z kukurydzy. Można było ją zjeść z cukrem i masłem, albo sosem słodko kwaśnym. Tradycyjnie na śniadanie je się pierwszą wersję, druga opcja jest natomiast na Barbecue. Następnie pojechaliśmy do szkoły dziewczynek, o czym w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.