Atak wściekłej słonicy

Słonica rozłożyła uszy, podniosła przednie łapy i wydała okrzyk wojenny. Chciała nas zaatakować.

Podczas safari stanęliśmy na środku drogi, po lewej w krzakach zobaczyliśmy słonia. Chcieliśmy mu zrobić zdjęcia. Zauważyłam wychodzącą z krzaków z prawej strony słonicę. Za nią szły dwa małe słoniątka. Zachwycona, że się do nas zbliża i z tak bliska mogę ją zobaczyć, zaczęłam robić zdjęcia.

Słonica nie podzielała moich uczuć. Rozłożyła uszy, podniosła przednie łapy i zaryczała. Byłam zachwycona. Tymczasem Jan (opiekun wolontariuszy i doświadczony przewodnik) zaczął się stresować: shit, shit, shit – wydusił z siebie i dodał żartobliwie, że mnie pierwszą zaatakuje. Wtedy zrozumiałam, że sytuacja jest poważna, uwierzyłam, że to nie są pogróżki, tylko ta słonica naprawdę chce na zaatakować. Dodam, że dwa tygodnie temu i chyba miesiąc temu na tym terenie, prawdopodobnie właśnie ta słonica zabiła dwie grupy turystów.

Kiedy Jan z powrotem wsiadał do samochodu, a Candy szeptała, że wszyscy zginiemy, ja zasłoniłam się torebkąJ Oczywiście trwało to nie więcej niż 10 sekund, potem przestałam się stresować i jak zahipnotyzowana zaczęłam wpatrywać w słonicę. To był piękny pokaz siły. Podczas, gdy ona ryczała na nas, Jan włączył silnik, niewiele nam to pomogło. Zastanawiałam się dlaczego stoimy w miejscu (Jan mi potem wyjaśnił, że gdybyśmy zaczęli się cofać, słonica zaatakowałaby nas). Jan dalej wciskał gaz, żebyśmy także „ryczeli”, a gdy to nie pomogło zaczął trąbić. Staliśmy w miejscu, mając nadzieję, że to my wygramy tę wojnę nerwów.  Słonica w końcu ruszyła, kiedy była tuż przed maską naszego samochodu, stwierdziłam, że zagrożenie minęło i czas na kręcenie filmu. Jeszcze raz ryknęła wprost na nas i przeprowadziła małe na drugą stronę drogi.

Po wszystkim zapytałam Jana czy słonica chciała nas tylko postraszyć, czy naprawdę zaatakować. Powiedział, że naprawdę zamierzała nas zaatakować. To było niesamowite przeżycie i strasznie się cieszyłam, że wzięłam udział w tym safari. Jedynie czego żałuję, to to, że nie nakręciłam filmu, kiedy naprawdę było groźnie. Nikt nawet zdjęcia nie zrobił:(

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.