Benjamin Button

Niektórzy wolontariusze na początku wołali na niego Benjamin, bo mając około 2 miesięcy przypominał im starca (Imię to nawiązywało do historii Benjamina Butona). Dla mnie był najcudowniejszym wyjcem, jakiego w życiu poznałam.

Parismino, był moim ulubieńcem od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam. Encar przywiozła go, kiedy pracowałam z Augerem i nam pokazała. Późnym popołudniem, kiedy ośrodek niemal opustoszał z wolontariuszy, a my dalej pracowaliśmy, Nerea zapytała mnie czy mogłabym przejąć Parismino i z nim pospacerować. Wzięłam owiniętego w kocyk malucha w ramiona  i zaczęłam chodzić z nim po ośrodku. Strasznie płakał, więc wymyślałam mu na poczekaniu kołysanki i śpiewałam po polsku. Cichutko, żeby tylko on mógł mnie usłyszeć. W końcu zasnął w moich ramionach. I tak spacerowałam z moim maluszkiem, który od razu zdobył moje serce. Ściemniło się. Dopóki Auger był w ośrodku, byłam spokojna. Jednak kiedy zaczął się zbierać do domu, troszkę się zestresowałam, bo drogę do domu znałam tylko przez las, a nie miałam przy sobie nawet latarki (później już codziennie nosiłam ją przy sobie). Na szczęście Auger na mnie poczekał. Przyszła Nerea i wzięła śpiącego maluszka ode mnie. Z ciężkim sercem oddałam wtulonego we mnie malca, który dodatkowo zakręcił ogonek wokół mojej dłoni. Nie mogłam się doczekać rana, żeby go znów zobaczyć.

Parismino został znaleziony w miejscowości Parismina (był samczykiem, stąd zmiana końcówki z żeńskiej na męską). Biedaczek spadł z drzewa, przez pierwsze dwa miesiące jego życia opiekowała się nim lokalna rodzina. W tym czasie Encar próbowała ich namówić na oddanie małpki w ręce profesjonalistów. W końcu jej się to udało. Kiedy przybył do ośrodka miał rozwolnienie, bowiem karmiony był mlekiem krowim, którego dobrze nie trawił, a nie kozim, które jest dużo lepsze dla wyjców. To był bardzo szczęśliwy dzień, bowiem zyskał wówczas szanse na życie na wolności. Kiedy małpka zbyt długo przebywa tylko z ludźmi, nie widzi innych małp, często jest trzymana na smyczy, jej szanse na powrót na wolność maleją. Robi się z jednej strony coraz bardziej ludzka, z drugiej często zestresowana i sfrustrowana, przez co staje się agresywna i często niebezpieczna dla właściciela. Na koniec dnia i tak na ogół trafia do ośrodka rehabilitacyjnego czy sierocińca, tylko wówczas przystosowanie jej do życia na wolności jest dużo trudniejsze. Ale upłynie jeszcze dużo wody w San Juan, zanim Kostarykańczycy zrozumieją, że małpki to nie są zwierzątka domowe.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.