Brzydkie kaczątko

Kiedy Mowgli pojawił się w ośrodku, mało kto go lubił, bo był brzydki, a w dodatku większość osób gryzł. Ja go od razu pokochałam, u mnie w ramionach uspokajał się, poza tym praca z trudnymi zwierzakami sprawia mi satysfakcję, bo czuję, że robię coś dobrego i widać tego efekty.

Pamiętam kiedy pierwszy raz Encar dała mi chudą małpkę zawiniętą w kocyk, z którego wystawała tylko wielka głowa. To była kolejna sierotka, która trafiła do Jaguar Rescue Center. To co ją różniło od innych to brak chęci walki, brak chęci do życia. Biedaczek w ogóle nie miał energii. Przytulałam go do siebie z nadzieją, że jednak przetrwa. Niedługo potem dostałam dyżur niańczenia go. Mowgli nadal był niemal całkiem dziki, poza tym miał problemy z poruszaniem się. Chodził po samej górze klatki, ale poruszał się tak chwiejnym krokiem, że cały czas obawiałam się, że spadnie. Ponadto nie do końca potrafił używać swojego chwytnego ogona. Jednak największym problemem było to, że nie chciał jeść. Stawałam więc na palcach, wyciągając rękę do góry tak jak mogłam i próbowałam go zachęcić, żeby zjadł kawałeczek banana. Na początku uciekał ode mnie, ale po pewnym czasie zaczął nieśmiało podchodzić. Chwytał się ogonem za kraty i zwisał tak, że mordką ledwo sięgał banana. Koleżanka przyniosła mi plastikowe, niebieskie schodki, dzięki którym mogłam go dosięgnąć. Wtedy zaczął brać moje palce w swoje łapki i jadł banana. Z czasem stawał się coraz śmielszy i zaczął podchodzić do mnie.

Wielu wolontariuszy nie lubiło go, bo był brzydki i niegrzeczny. Wiele osób gryzł. Kiedyś akurat pomagałam Augerowi, gdy jedna z wolontariuszek zapytała mnie czy mogłabym go od niej wziąć, bo ona go nie lubi. Zapytałam dlaczego, odpowiedziała „Bo on gryzie”. Ja od pierwszej chwili pokochałam tego małpiszonka, więc od razu się zgodziłam. Przekazała mi rzucającą się na wszystkie strony małpkę. Poprawiłam ją w kocyku, zaczęłam z nią spacerować i spokojnie do niej mówić. Mowgli momentalnie się uspokoił.

Następnego dnia dostałam dyżur z Luigim, ale ponieważ tego dnia było nas stosunkowo mało, dodali mi Mowgliego. Maluch zaczyna się ze mną zaprzyjaźniać, jeszcze nie dawał się głaskać, ale już podchodził i dawałam mu banana. Jak siedział przy miseczkach z owocami otwierał buziaka i wkładałam mu kawałeczki arbuza. Bardzo mnie cieszyło, że tak ładnie jadł.

Banana musiałam chować przed Luigim, ale ten spryciura podniósł ręcznik, pod którym go schowałam i zawalił bananaL.  Innym razem siedziałam z Mowglim i dwoma innymi wyjcami Pipe i Flyerem. One były jeszcze za małe, żeby pójść na cały dzień do lasu, tak więc zabierano je dopiero ok. południa. I tak się stało tego dnia, żeby nie być z Mowglim w tak dużej klatce musiałam go złapać i zabrać do mniejsze. W tamtym okresie złapanie go nie było takie proste. Byłam więc bardzo zdziwiona, gdy bez większy trudności wzięłam go w ręcznik. Mój niunio kochany spokojnie u mnie siedział jeszcze przez jakiś czas, potem poszedł się bawić. Każdego dnia jesteśmy sobie troszkę bliżsi. Małymi kroczkami zdobywam jego zaufanie i mam nadzieję miłość. On też nabiera pewności siebie, zaczął normalnie chodzić, bawić się z innymi małpkami. Korzystam z każdej chwili, by móc być z nim.

Większość wolontariuszy wychodzi o 15.30, ja zawsze zostaję tak długo, jak trzeba. Pewnego dnia, kiedy dziewczyna która niańczyła Mowgliego poszła do domu, zapytałam czy ja mogłabym się nim zająć. Jak tylko wyciągnęłam do niego rękę przyszedł do mnie i się we mnie wtulił. To niesamowite jak przez te kilka tygodni się zmienił. Od tej pory już zawsze do mnie przychodził, wtulał się w moje ramiona, czasami zasypiał u mnie na rękach. Kiedyś byłam w klatce z nim, Ani i Parismino. To chyba była jedna z najbardziej rozczulających chwil w moim życiu. Parismino swoim zwyczajem zasnął na mojej ręce, potem przyszedł od mnie Mowgli, a następnie Ani i tak spały jeden na drugim, na moich rękach przyciśniętych do brzucha. Moje najukochańsze robaczki. Niestety to była już pora ich spania, i tak jeden po drugim był jeszcze karmiony i zawijany w kocyczek i kładziony do wiklinowego koszyczka na noc. Kiedy przyszłam z Parismino, który był ostatni w kolejce, Lorena poprosiła mnie, żebym potrzymała Mowgliego. Malec nie chciał jeść. Zastanawiała się czy nie dać mu banana, ale poprosiła, żebym jeszcze spróbowała dać mu trochę mleka ze strzykawki. Wszystko ładnie zjadł. Potem położyłyśmy go spać.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.