Cheetah Experience od kuchni

Podczas wolontariatu w Cheetah Experience, nie tylko opiekowałam się ze zwierzętami, ale także kręciłam o nich filmy.To drugie było o wiele trudniejsze. Poniżej kilka najciekawszych historyjek. 

Normalnie nie miałam problemu mieć wszystkich na oku, ale kiedy skupiałam się na jakimś wycinku rzeczywistości widzianym w kadrze aparatu, mogło mi coś umknąć. Tymczasem podstawową zasadą w Cheetah Experience było niespuszczanie zwierząt z oczu. Ale jak nie spuszczać ich z oczu jak się kręci film?

Kręcenie filmu z dzikimi zwierzętami jest niezwykle trudne i pełne niespodzianek. Zwierzę nie słucha, że powinno być spokojne, bo akurat kręcisz zbliżenie, a jak się poruszy to nici z twojego ujęcia. Biegnie wtedy kiedy chce, czyli akurat jak masz wyłączoną kamerę i jak tylko ją włączysz to przestaje. Gepardy bowiem nawet podczas zabawy biegają krótko, bo szybko się przegrzewają, tak więc na ogół jak zauważyłam fajną akcję,  ta skończyła się zanim zdążyłam włączyć aparat, który starałam się mieć zawsze przy sobie. Kiedyś nawet próbowałam zachęcić Faith do dalszego biegu i rzuciłam jej kamyczek, ta pobiegła, ale w przeciwnym kierunku. Faith bowiem miała problemy z koordynacją ruchową. Nie było łatwo. Przy tym ciągle musiałam je mieć na oku, bo jak myślały, że nie patrzę, miały ochotę na mnie wskoczyć, zwłaszcza Gabriel.  Zresztą sami zobaczcie jedną z akcji.



Fila cały czas patrzyła mi w oczy i zastanawiałam się czy nie ma mnie czasem dość. Nawet jak była bardzo daleko to czuła, że ją nagrywam i patrzyła na mnie (co widziałam na dużym zoomie) w obiektywie kamery. Tymczasem bardzo mnie zaskoczyły, kiedy nagrywałyśmy z Rianą setki. Tzn. Riana w kadrze koło geparda opowiadała o nim, albo o ośrodku. Większość z nich leżała spokojnie. Tylko Bibi miała ochotę na zabawę i psoty i nie chciała leżeć spokojnie.

Dużo pracy przysporzyły nam lamparty, które w ogóle nie chciały współpracować. Pardus ciągle zmieniała miejsca, więc musiałyśmy za nią podążać i ustawiać kolejne kadry. Jak już myślałam, że w końcu się uda, ta zamiast ładnie, dalej leżeć przy Poofy, zainteresowała się mną. Podeszła do mnie i zaczęła mnie lizać po nogach. Ale najgorszy ze wszystkich był mały Orion, który za nic na świecie nie chciał być spokojny. Cały czas chciał się bawić i na zmianę zaczepiał albo mnie albo Poofy. W końcu włożyłyśmy go w huśtawkę, z której wyskoczył mniej więcej w połowie nagrania. Na szczęście udało się nagrać kilka, mam nadzieję fajnych filmów, które możecie obejrzeć na:
https://www.youtube.com/user/Swiatoczamigoski

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.