Chichen Itza

Do Meridy przyjeżdżamy nocnym autobusem. Po posiłku i spacerku wyruszamy w dalszą podróż do naszego hotelu Piramide Inn w Piste, stąd będziemy mieli już blisko do Chichen Itza i Cenote Il kil.

Piste to taka mieścinka, przez którą przebiega główna droga. Wzdłuż niej mieszą się nasz hotel, stacja benzynowa, jakieś knajpki, kilka domów. Drogą tą zmierzają dzieciaki do szkoły: młodsze dziewczynki w białych bluzkach, spódniczkach w kratkę, białych podkolanówkach i czarnych bucikach. Starsze w białych bluzkach i jeansach. Na stacji benzynowej spotykamy niezwykłą kobietę. Ubrana była w białą delikatnie ozdobioną spódnicę i bluzkę, włosy miała zebrane z boku taką kolorową kokardą. Wyglądała przepięknie. W tym regionie widziałam wiele osób ubranych całkiem na biało.

Pierwszą atrakcją ma być Cenote Il kil, czyli studia krasowa. Nazwa  Cenote, pochodzi od słowa dz’onot, które w języku Majów oznacza  pieczarę z nagromadzoną wodą. Woda deszczowa przesączyła się przez skały wapienne, tworząc pieczary. Z biegiem lat górna warstwa się zapadła, tworząc naturalną studnię. Na pewno jest to coś interesującego, ale szczerze mówiąc, fajnie to wygląda na zdjęciach, a w rzeczywistości nie robi takiego wrażenia.  Mimo to jest to jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych Meksyku. W okolicznych sklepach ceny były około 10 razy wyższe niż w innych miejscach.

Podobnie jak Cenote Il kil, także przedstawienie „Światło i dźwięk” nie zachwyciło mnie, a wręcz po paru minutach znudziło. Dla mnie najfajniejsze było kilka parę minut jak zobaczyłam podświetlone na różne kolory piramidy, tyle, że ani „w obrazku”, ani „w dźwięku’ nic ciekawego się nie działo. Piramidy były podświetlane raz na taki, raz na inny kolor -  to by było na tyle jeśli chodzi o pokaz światła. Natomiast co do dźwięku: lektor monotonnym głosem czytał, chyba przewodnik, bo w moim były identyczne informacje. Tak więc nie dość, że monotonia jego głosu mnie usypiała, to jeszcze nie powiedział nic, czego bym wcześniej nie przeczytała. Dla mnie była to kompletna starta czasu. Poza tym Chichen Itza to były kolejne ruiny, które zwiedzaliśmy i trochę miałam już przesyt. Chciałam życia, ludzi, kolorów. Miłośnikom ruin na pewno polecam:)

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.