Cudowna sówka

Nazwałyśmy ją Wonder (co po angielsku oznacza zarówno ”cud/cudowny” jak i „zdumienie/ „dziwić się”). Imię to idealnie do niej pasowało, bo uwielbiałyśmy naszą cudowną sówkę, która najczęściej miała minę jakby się dziwowała.

Wraz z upływem dni przyjaźń między mną, a osieroconą sówką, którą się zajmowałam zacieśniała się. Jak tylko wchodziłam do jej klatki sówka niemal nie odrywała wzroku ode mnie. Na ogół siedziała na gałęzi tuż przy ogrodzeniu, ale jak była głodna podchodziła do mnie i delikatnie z moich rąk brała kolejne kawałki kurczaka. Uwielbiałam patrzeć jak wciąga je do szerokiego gardziołka. Czasami brała kawałek w łapkę, układała go na gałęzi i skubała, albo poprawiała jego pozycje i wciągała. Kiedy nie chciała jeść, wycofywała się. Wtedy namawiałam ją do jedzonka mówiąc do niej. Najczęściej prosiłam ją, żeby zjadła jeszcze jeden kawałeczek, obiecywałam, że to już ostatni itd. Na ogół działało. Z czasem zaczęłam ją głaskać po łepeczku. Wydaje mi się, że lubiła te nasze pieszczoty.

Po kilku dniach po tym jak zaczęłam się nią opiekować, przeniosłyśmy ją z Naną do większej klatki, w  której mieszkały już trzy inne sówki. Z jednej strony się cieszyłam, że Wonder będzie miała ładniejszy domek, z drugiej nie do końca podobało mi się, że będzie musiała go dzielić z większymi od siebie stworzonkami i to trzema:).

Wonder jak przewidziałam nie była zachwycona towarzystwem i zasiadła na najwyższej gałęzi. Przez pierwszy dzień zmieniałyśmy się z Naną obserwując, czy większe sówki nie rzucą się na Wonder. Tylko na początku jedna podeszła do niej i ją „obwąchała”. Potem jeszcze umyła jej pióra. Poza tym na ogół siedziały w pewnej odległości od siebie. Jedyne co mnie martwiło, to fakt, że Wonder zaczęła mniej jeść. Z 4-5 kawałków, które jadła z ręki podczas jednego posiłku nagłe zrobiły się dwa. Dla mnie jej towarzystwo także było drobnym utrudnieniem, bo nie widziałam, kto zjadł resztki piskląt i czy Wonder nie podjada jedzonka swoich współlokatorek. Poza tym jedna z trzech sówek była bardzo śmieszna i na ogół chodziła za mną in np. próbowała mnie dziobać w buta, albo wchodziła na niego. Absolutnie nie była agresywna tylko ciekawska. Strasznie śmieszna była, ale musiałam bardzo uważać, żeby na nią nie nastąpić, kiedy zajmowałam się karmieniem Wonder. Na szczęście po kilku dniach znalazł się nowy, jeszcze większy domek dla trzech sówek i Wonder została sama. Znowu zaczęła ładnie jeść.

Raz na kilka dni miałam ją ważyć. Za pierwszym razem Nana pokazała mi jak mam to robić. Wzięłyśmy z kliniki plastikowy pojemnik, do którego włożyłyśmy Wonder, przytrzymując obiema rękoma jej skrzydła, żeby nie odleciała. Potem kontener zasłoniłyśmy ręcznikiem, i zabrałyśmy do kliniki. Tam Nana delikatnie wyjęła sówkę i postawiła na wadze, jednocześnie trzymając ręce w pogotowiu, tam aby sówka nie rozłożyła skrzydeł. Ważyła 292 gramy. Kilka dni później już sama miałam ja zważyć. Początek poszedł bardzo gładko. Delikatnie ja złapałam i włożyłam do plastikowego kontenera i zaniosłam do kliniki. Ale Wonder była tego dnia bardzo pobudzona i ciągle się ruszała na wadze, tak, że nie mogłam jej zważyć. Myślałam, że jak zabiorę ręce, to się uda. Tymczasem ona mi odfrunęła. Na szczęście siadła na karniszu. Zamknęłam szybko okno i wszystkie drzwi do pomieszczenia. Miałam ogromne szczęście, bo tego dnia w pomieszczeniu tym znajdowała się drabinka. Weszłam na nią i złapałam Wonder. Potem już bardzo uważnie zważyłam ją i zapakowałam z powrotem do kontenera. Ważyła 324 g. Bardzo mnie to ucieszyło, bo urosła/utyła. Poza tym po tym jak została sama w swojej klatce, znowu zaczęła ładnie jeść. Wciągała 5 kawałków z ręki i jeszcze kilka potem. Na ogół zaczynała od nóżek, chyba nigdy nie zjadła głowy.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.