Cudowni Brazylijczycy

Wolontariat w Criadouoro Onca Pintada był wyjątkowy pod wieloma względami. Jednym z nich byli cudowni pracownicy. Pierwszą poznałam Marię Carolinę, która zajmuje się PR i marketingiem w ośrodku, a także wolontariuszami, którzy tak jak ja, organizują przyjazd do ośrodka na własną rękę. Mailowałyśmy ze sobą przez jakieś 8 miesięcy przed moim przyjazdem, więc kiedy się zobaczyłyśmy po raz pierwszy w realu, byłyśmy już przyjaciółkami. Carolina przyjeżdżała do ośrodka trzy razy w tygodniu i czasem robiła nam zdjęcia. Jest bardzo ciepłą i pogodną osobą.

Cris poznałam na lotnisku. Trochę się zdziwiłam, bo myślałam, że odbierze mnie Carolina. Cris i jej mąż Luciano są właścicielami ośrodka. Widziałam ich wcześniej na zdjęciach, ale kompletnie jej nie poznałam. Wyglądała dużo młodziej. Okazała się niezwykle sympatyczną kobietą, z którą uwielbiałam rozmawiać. W soboty lub niedziele zapraszali nas z Luciano na lunch lub kolację. W tygodniu mieszkali w Kurytybie, oboje byli lekarzami, a na weekendy przyjeżdżali do ośrodka. Mieli tutaj swój drugi dom. Luciano był bardzo konkretnym, wymagającym mężczyzną, który opowiadał nam o ratowaniu zagrożonych gatunkach zwierząt i swoich dokonaniach i planach.

Z pracowników jako pierwszą poznałam Rose, która pracowała w ośrodku od ponad 5 lat. To ona zaproponowała mi pierwszego dnia, żebym z nią pracowała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jakie szczęście mnie spotkało. Rose bowiem pokazała mi jak co robić mam. To była pogodna, pełna energii blondynka, która uwielbiała śpiewać i śmiać się.

Z Rose zawsze było miło i zabawnie. Szybko stała się jedną z moich najlepszych przyjaciółek w ośrodku. Ona i Silvana. Silvana miała czarne włosy i była najładniejszą kobietą w ośrodku, a jej mąż największym przystojniakiem. Była bardzo miła i uwielbiałam z nią pracować. Dużo rozmawiałyśmy. Silvanę i Rosę rozumiałam najlepiej i najwięcej z nimi gadałam.

Uwielbiałam także Neusi, ale ta się prawie nie odzywała. Na większość pytań, odpowiadała „he”, co oznaczało tak. Ale Neusi ciągle była uśmiechnięta, poza tym wypracowałyśmy wspólny sposób uzupełniającego się sprzątania. Jeśli ona otwierała klatki i wyciągała miski, ja je myłam, a ona w tym czasie przynosiła jedzenie. Jedna wkładała miski do klatek, druga zwijała szlaufa i zakręcała wodę. Dzięki temu praca szła szybko i przyjemnie. Jak zobaczyłam, że Neusi sprzątając klatkę jednego z ocelotów trzyma szlaufa wycelowanego w jego kierunku (bała się go), wzięłam wąż od niej i pilnowałam, czy ocelot się nie zbliża. Chociaż ja to bym się chętnie z nim pobawiła. Pewnie gdybym tu była na stałe próbowałabym oswoić wszystkie zwierzęta, które z różnych powodów nie mają szans zostać wypuszczone na wolność.

Dużo czasu spędzałam z Francisco 2, wszystko dlatego, że on przed 17 karmił mrówkojady, a wtedy mogłam się z nimi bawić. Dlatego jeśli skończyłam wcześniej pracę, dołączałam do niego na karmienie. Uwielbiałam moje kochane mrówkojady. Drugi, czyli pierwszy Francisco też był bardzo sympatyczny. Poza tym był wielką gadułą. Tak więc pracując z nim dowiedziałam się o nim i o jego rodzinie wszystkiego.

Natalia była najmłodszym opiekunem zwierząt. Miała dopiero 19 lat i była bardzo miła. Lair, zwana Doną Lair z wyglądu przypominała mi Peruwiankę. Zawsze była uśmiechnięta i lubiła żartować. Bardzo ją polubiłam, aczkolwiek miałam duże problemy ze zrozumieniem jej. Alan tylko w weekendy pracował ze zwierzętami, a w tygodniu zajmował się ogrodem. Także lubił sobie pogadać i znał wszystkie plotki ośrodkowe, którymi się chętnie dzielił. Normalnie jak baba, nie obrażając kobiet:).

Popołudniami często pracowałam też z Georgem, weterynarzem i biologiem Gabrielem. George mówił dobrze po hiszpańsku, dzięki czemu mogliśmy się swobodnie komunikować. To niesamowite jak człowiek się cieszy, że można z kimś normalnie bez problemów porozmawiać. Dzięki Georgowi poznałam bliżej pracę weterynarza, nauczyłam się łapać i trzymać papugi, mogłam jedną nawet osłuchać. Gabriel był zabawny. Zawsze żartował, ciągle chciało mu się pić i jeść, aż do tego stopnia, że jak kogoś spotkaliśmy patrzył czy ma w termosie jeszcze kawę. Któregoś razu jak badaliśmy papugi, jak zwykle zgłodniał, więc wyjął z miseczki papugi orzeszka ziemnego, rozłupał skorupkę i zjadł.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.