Dzieci buszu

Bushbabies (dzieci buszu), czyli galago to urocze małe ssaki z gatunku małpiatki. Nazywa się je dziećmi buszu ze względu na wydawane przez nie bardzo głośne dźwięki, które przypominają płacz dziecka.

Początkowo trochę mi się nudziło, bo miałam mało pracy. Tym większa była moja radość, jak po wyjeździe Sophie wraz z Becką mogłam przejąć opiekę nad radosną grupką galago. To małe, bardzo skoczne zwierzaki z długim ogonem. Prowadzą nocny tryb życia, a większość czasu spędzają na drzewach. Dlatego pora ich karmienia przypadała po naszej kolacji.

Po zakończonej pracy zapalamy im w klatce światło, żeby mogły łatwiej łapać latające robaczki. Po kolacji najpierw przygotowujemy im mieszkankę larw (4 łyżki) z 24 łyżkami czegoś podobnego do kaszy mannej i mieszkamy z wodą. Przygotowujemy także podobną mieszkankę dla dzikich galago, poza tym dla nich przynosimy ze śniadania różne owoce, które kroimy na drobne kawałki.  Potem idziemy je karmić. Rano wyłączamy światło, zbieramy puste miseczki i zmieniamy wodę.



Galago są uroczymi zwierzątkami z dużymi uszami i oczami. Są bardzo zwinne i jak tylko wchodzę do nich do klatki, one zaczynają po mnie skakać. Lubią zlizywać jedzenie z mojego palca. Ale są tak szybkie, że zrobienie im zdjęcia jest niezwykle trudne.

Pewnego wieczora chłopcy chcieli pójść ze mną nakarmić galago. Nie wiem czy już wspominałam, że w grupie wolontariuszy jest szwajcarska rodzina: rodzice i trzech chłopców: 8 – letni Giuli, 9 – letni Gino i 11 – letni Gon. Chłopcy są bardzo pracowici i niezwykle sympatyczni. Nie tylko chcieli nakarmić galago, ale także przygotować dla nich jedzonko, tak więc mówiłam im co mają robić, a oni dzielili prace między siebie. Np. jak były 3 łyżki larw (potem zwiększyliśmy do 4), to każdy wsypał jedną łyżkę. Zmieniali się także podczas mieszania „kaszy mannej” z wodą. Urocze to było.

Kiedy jedzenie było gotowe, poszliśmy nakarmić zwierzaki. Najpierw na suficie klatki postawiliśmy dwie miseczki dla dzikich galado, potem weszliśmy do przedsionka i uważnie zamknęliśmy drzwi, dopiero potem weszliśmy do głównej klatki. Upewniłam się, że żaden nie wskoczył do przedsionka i ostrożnie zamknęłam drzwi. Galago są niezwykle skoczne i szybkie, więc trzeba zachować przy nich podwójną ostrożność.

Chłopcy biegali za zwierzaczkami i dawali im palce do lizania. Biedny Giuli był jeszcze mały, a im bardziej się starał, tym gorzej mu wychodziło. Na mnie galago wskakiwały, bo ja się nie ruszałam. Jednak, kiedy chłopcy biegali, galago też bez przerwy się przemieszczały. Tak więc biedy Giuli wyciągał rączkę na wszystkie strony i ledwo sięgał do siedzących na gałęziach zwierzaków. Na szczęście dzieci buszu mają silnie rozwiniętymi kończyny tylne i tak jeden zwisał z gałęzi głową w dół, trzymając się tylko stópkami. Tylko tak mógł sięgnąć do wyciągniętego do granic możliwości paluszka Giuliego. Urocze to było.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.