Eden, gepardzica, która skradła moje serce

Niektórzy z powodu niewysuwalnych pazurów uważają, że gepardy należą do rodziny psów. Faktycznie jeśli chodzi o charakter bardziej przypominają wiernego przyjaciela człowieka – psa, niż indywidualistę kota, tyle, że mruczą. Jednym słowem to idealne połączenie psa i kota.

Kiedy wyjeżdżałam do Cheetah Experience, myślałam przede wszystkim o lampartach. To one wraz z tygrysami były moimi ulubionymi dzikimi kotami. Tymczasem okazało się, że gepardy są wspaniałe i bardzo się z nimi zżyłam, zwłaszcza z Eden. To niesamowite jak różne mają mordki, niemal jak ludzie. Pamiętam ile czasu zajęło mi nauczenie rozróżniania się lwów. Tymczasem gepardy rozróżniałam już po paru godzinach pobytu w Cheetah Experience. Bez trudu odróżniam je też na zdjęciach. Ostatnio widziałam w internecie zdjęcie Eden jak była w wieku Hope i Horizona, jej mordka była kompletnie inna od nich. Była bardziej okrągła i przesłodka, podczas, gdy chłopaki wyglądają jakby byli stale naburmuszeni, ale i tak ich uwielbiam.

Eden urodziła się 6 kwietnia 2013 roku. Jej matka musiała mieć cesarskie cięcie. Jej brat umarł podczas zabiegu, ale Eden była silna i zdrowa. Niestety cięcie cesarskie spowodowało, że jej matka nie miała pokarmu i Eden musiała być karmiona butelką. Jakiś czas coś jej się stało w nogę. Po badaniach u weterynarza okazało się, że ma niedobór witaminy A, przez co nieco utyka na jedną nogę. Dlatego Eden na zawsze pozostanie w Cheetah Experience. Nie poradziłaby sobie na wolności.

Bardzo się z Eden do siebie przywiązałyśmy. Staram się spędzać z nią jak najwięcej czasu i zawsze ją karmię, najpierw o 9 rano, a potem ok. 16.30. Eden dostaje ok. 1,7 kg kurczaka i suplementy. Chodzę z nią na spacery, kiedy tylko mogę śpię z nią pod gołym niebem, bawię się z nią i przytulam. Wystarczy, że mnie zobaczy, a już zaczyna mruczeć. Eden jest moją ukochaną gepardzicą.

Od 14 zajmowałam się Hope and Horizonem, które uwielbiam, chyba z wzajemnością, bo maluchy bawią się ze mną i dają się głaskać. Czasem rozbawiają mnie niemal do łez. Horizon wszedł się na mój bark, i chyba chciał dać buziaka. Potem przyszła Cintia (studentka weterynarii i wolontariuszka z Chile) z Rene (współzałożycielka Cheetah Experience) i Gabrielem (gepard), bo chciały, żeby maluchy miały nowego kolegę. Niestety Gabriel był w nastroju do zabawy, ale raczej agresywnej niż przyjacielskiej i Hope oraz Horizon tylko się wystraszyły. Gabriela trzeba było wyprowadzić, a maluchy uspokoić. Potem Cintia i Rene karmiły gepardziątka. Każdy dostał po trzy nóżki kurczaków. Trzeba pilnie uważać, jak jedzą, żeby nie pogryzły kości. Wtedy podaje im się całego kurczaka, żeby puściły kość i wzięły nowy kawałek. Przy trzecim rozprasza się je miską. Maluchy bowiem mają ostre zęby i wcale nie chcą oddawać kości.

Horizon już sam do mnie przychodzi, zaczepia mnie łapką. Jak się położyłam na kocyku to biegał po moich plecach, jak siadłam to bawił się moimi adidasami.

Po południu przygotowałam z Roxy jedzenie dla gepardów: kurczaki i trzy suplementy dwa w proszku, jeden w płynie. Naciska się butelkę i w oddzielonej części zbiera się płyn, jak jest odpowiednia ilość puszcza się i wtedy wymierzoną ilość płynu można dodać do jedzenia.  W ten sposób przygotowujemy jedzenie dla gepardów mieszkających na tyłach Cheetah Experience. Te, które chodzą po ośrodku, dostają najpierw zmielone mięsko z suplementami, a  potem np. całe kurczaki. Zanieśliśmy też miski z jedzeniem gepardom na tyłach ośrodka. Najpierw rozdajemy im miski, a potem jak zjedzą zbieramy je i wracamy. Dzisiaj musiałam jeszcze pozmywać miski i posprzątać kuchnię.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.