Gaduła Francisco i jeleń bagienny

Dzisiaj pracowałam z Francisco 1, miałam nadzieję na zobaczenie tapirów, ale nie wyszło. Już wiem dlaczego Kristina tak chętnie z nim pracuje, bo z nim jest stosunkowo mało pracy. Ja oczywiście przychodzę godzinę wcześniej niż ona, a  wtedy jest dużo do roboty, bo trzeba naszykować jedzonko dla zwierzaczków. Kroiłam owoce i warzywa w plasterki. Gruszki marchewkę, pomarańcze. Potem musiałam to wszystko załadować na motorek z przyczepką.

Okazało się, że ja mam iść koło niego, czyli w praktyce gonić motorek. Zatrzymaliśmy się najpierw przy kapucynkach czubatych. Francisco dał mi kilka winogron, żebym im dała do łapeczek. Najpierw dałam jednej, potem drugiej, a kiedy chciałam dać winogronko trzeciej – ostatniej, drugi małpiszon schował swoje winogrono w tylnej łapce i kanciarz udawał, że on nie dostał. Śmieszne takie były, „rozłupywały” winogronka, a potem je zjadały. Jedna jak się pokręci placem zaczyna obracać się w kółko.



Potem nakarmiliśmy leniwce, mazamy i jelenia bagiennego. Pamiętam dzień, w którym ujrzałam ją (bo to kobieta) po raz pierwszy. Poszliśmy z Jorgem na spacer i pokazywał mi ośrodek. Chodziliśmy po chaszczach w jej poszukiwaniu i Jorge powiedział- patrz tam. Na początku nie mogłam jej dostrzec. Najpierw zobaczyłam jej głowę i piękny pyszczek. Prześliczne oczy wpatrywały się we mnie. Nadstawiła uszu. Powoli się do niej zbliżaliśmy i wtedy zobaczyłam jaka jest duża. Sięgałaby mi pewnie do ramion. Ten największy jeleń w Ameryce Południowej osiąga wysokość ok. 120 cm. Dorosłe samce ważą nawet do 150kg.  Jego jasnokasztanowe umaszczenie m w lecie jasnokasztanowe, ciemnieje w zimie. Dolne części nóg są czarne. Nasza jelenica ma tez czarny pasek na mordce i długaśne rzęsy.

Jelenie bagienne są bardzo nieśmiałe i obecnie bardzo rzadkie, ze względu na dużo popularność wśród myśliwych. Podobnie jak u człowieka po 9 miesiącach ciąży na świat przychodzi jedno małe.

W Criadouro Onca Pintada obecnie jest tylko jeden jeleń bagienny. Jednak już niedługo nasza panna będzie miała partnera i nie będzie już samotna.

Potem karmiliśmy też kurczaki. Na bardzo dużym ogrodzonym terenie mieszka też mazama, która upodobała sobie Francisco. Dokładniej mówiąc próbuje go zaatakować. Najśmieszniejsze jest to, że do mnie przychodziła się pomiziać, a kiedy on się pojawiał próbowała go przyatakować. Jak wyszliśmy i szliśmy wzdłuż siatki, ona podążała za nim. Było to niezwykle zabawne.

Francisco 1 jest wielkim gadułą. Nie przestawał mi opowiadać o sobie, swojej rodzinie itd. Ma 48 lat i 34-letnią żonę, z którą ma dwójkę dzieci. Ktoś z jego dalekich krewnych pochodzi z Polski, więc kiedyś podobno mówił po polsku, ale obecnie pamięta zaledwie kilka słów. Poszliśmy nakarmić tapiry. Niestety znowu ich nie widziałam: jedna para to Sebastiana i Marco, jest też Antonia. Potem chodziliśmy po różnych zakamarkach i ukrytych zagrodach i myliśmy miski i rozdawaliśmy jedzonko: owoce i chrupki.

Na koniec poszliśmy do papug. W prostokątnym pomieszczeniu po obu stronach mieszczą się klatki papug. Najpierw przeszliśmy z wózkiem i zebraliśmy wszystkie miseczki, potem Francisco je mył, a ja miałam myć klateczki. Potem znowu przejechaliśmy wózeczkiem, tym razem z pełnymi miskami. Wszystkie papugi dostają po 2 miseczki: w jednej mają pociachane owoce, w drugiej ziarna, kukurydzę albo orzeszki. Jedna papuga złapała w nóżkę kawałek pomarańczy i podawała sobie do dzióbka. Potem w kuchni musiałam pozmywać wiaderka i pojemniki.

Przechodząc obok chici, oczywiście musiałam ją pomiziać. Chyba po raz piąty tego dnia. Długo nie czekałam i przyszedł chico. Najpierw podał mi łapeńkę, a potem się odwrócił, żebym go głaskała po karku. Chica jak tylko od niej odchodzę, to mnie goni, żebym ją dalej głaskała. Uwielbiam ją.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.