Grupa czwarta, czyli dzień z życia wolontariusza

Kiedy przyjechałam, modliłam się, żeby tylko nie dostać ptaków. Dziewczyna, która była w grupie drugiej, czyli tej, która zajmowała się wyłącznie ptakami, akurat wyjeżdżała i było zagrożenie, że przejmę jej obowiązki. Na szczęście szczerze powiedziałam, że chciałabym mieć jakieś ssaki pod swoją opieką i tak trafiłam do grupy czwartej. Przez pierwsze trzy dni byliśmy we trójkę z Candy i Charlesem. Kiedy Candy wyjechała zostaliśmy we dwoje. Codziennie rano spotykaliśmy się w „pokoju mięsnym” i wkładaliśmy zamrożone kurczaki (uściślając: pisklęta) do misek, a potem dolewaliśmy gorącej wody, żeby się rozmroziły. Stoffel i Hammy dostawali po 10 piskląt rano i po 15 wieczorem, Guinness po 15 rano i wieczorem, sówki 12 wieczorem, a Athena wieczorem dostawała świnkę morską.  Guinness swoją porcję dostaje w misce, Hammy i Stoffela karmię z ręki, a Sówkom jedzenie kładziemy na drewnianych palach.

Zostawialiśmy kurczami w miskach z gorącą wodą i szliśmy do klatki sępów. Charles zmieniał wodę i grabił, ja zbierałam pióra i czyściłam skały i drzewka z gówienek. Potem szliśmy do sporo mniejszej klatki sówek, ale tam było więcej sprzątania, zwłaszcza z rana. Musieliśmy zebrać resztki jedzenia i wyczyścić drewniane pale, a także skały, na które zrobiły kopę. Sówki są urocze. Zawsze uważnie mi się przyglądają jak sprzątam i kręcą główkami w kółko. Uwielbiam je.

Na koniec zostawialiśmy miodożery. Stoffel i Hammy mieszkali w jednej zagrodzie. Tą sprzątaliśmy tylko w poniedziałki. Wtedy zamykaliśmy Guinnessa w skrzyni, a oni na chwilę przenosili się do jego zagrody. Potem zmienialiśmy wodę w zagrodzie Guinnesa, dawaliśmy mu miskę z jedzeniem, sprzątaliśmy i często się z nim bawiliśmy. Guinness był najsłodszym zwierzakiem w całym ośrodku. Potem przenosiliśmy się do zagród Atheny. Tam też zmienialiśmy wodę i czyściliśmy zbiornik na wodę, zbieraliśmy resztki jedzenia oraz kopy. Kiedy ja sprzątam, Charles pilnuje, czy Athena nie wychodzi. Podejrzewamy, że ona ma małe i dlatego się nie pokazuje. Raz musiałam zabrać niezjedzoną świnkę morską. Najgorsze było to, że ona była nadal ciepła i w dodatku utknęła w dziurze tak, że nie mogłam jej wyciągnąć. To był jedyny moment, kiedy zrobiło mi się trochę dziwnie. Pewnie przez to, że dla mnie świnka morska to zwierzątko domowe.

Na koniec zmienialiśmy wodę w zbiorniku u dzikich psów. Następnie sprzątaliśmy klinikę i szliśmy na śniadanie. Nasze obowiązki wieczorne tylko delikatnie się różniły od tego co robiliśmy rano.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.