Historyjki hotelowe

Zanim odebrałam klucz do pokoju na recepcji zapytałam czy mogłabym dostać pokój z widokiem na morze. Recepcjonista odpowiedział mi, że wszystkie pokoje są z widokiem na morze. Odparłam, że to fakt, ale z jednych pokoi widok ten jest większy, a z innych mniejszy. To go przekonało. Spojrzał na plan i zamienił nam pokój, na położony bliżej morza. W efekcie miałyśmy cudowny widok z prawej strony rozpościerało się morze, z lewej góry. Jak chodziłyśmy na plaże wystarczyło popatrzeć się w bok lub za siebie, żeby mieć piękny widok na góry.

Jeśli chodzi zaś o widok, to była najlepsza strona naszego hotelu, który momentami przypominał hotel rodem z PRLu. Jak się później dowiedziałyśmy, do niedawna był on hotelem państwowym. Dopiero niedawno kupił go inwestor prywatny i powoli wprowadza zmiany. Jak na razie nawet nadgryzionego jabłka nie można było wynieść ze stołówki, która przypominała wiejską salę weselną. Dania na kolację częściowo były z lunchu (tylko np. mięso było zmieszane z ziemniakami). Nie było zwykłej herbaty. Do wyboru był rumianek, czerwona herbata i mięta. Czasem podawali też śmieszne desery jak na przykładka słone ciastko z kaszy mannej. Za to pyszne były smażone warzywa (bakłażan, cukinia).

Któregoś razu jak się moja siostra cioteczna kąpała, zgasło nam światło. Zeszłam do recepcji z prośbą o naprawienie. Recepcjonistka powiedziała, że jak znajdzie „housekeepera”. Ja : „Dzisiaj?”; Ona: „Nie wiem, przepraszam”. To by było na tyle. Na szczęście starszy Pan przyszedł po paru chwilach. Okazało się, że padł bezpiecznik. Przy okazji zobaczył, że nam żarówka jedna poszła, więc stwierdził, że ją wymieni. Żeby to zrobić wszedł w butach na jedno z naszych krzeseł. Naprawił też zepsutą spłuczkę.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.