Hiszpański ślub

To był niezwykły ślub.

Jeszcze przed wyjściem z domu popatrzyłam na leżące na poduszeczce obrączki. Jej taka maleńka, a jego taka wielka. Adrian jest bowiem bardzo wysoki, Mª José zaś filigranowa, mimo to idealnie do siebie pasują. 

Razem z większością gości weszłam do Kościoła. Kobiety na ogół ubrane były w długie, wieczorowe suknie i wszystkie bez wyjątku miały wachlarze w rękach. Gdy już wszyscy goście zajęli swoje miejsca, do Kościoła kolejno parami weszli: brat Pana Młodego z narzeczoną, siostra Panny Młodej z mężem, matka Panny Młodej z ojcem Pana Młodego, Pan Młody z matką. Kiedy oni zajęli swoje miejsca, a Pan Młody stanął przed ołtarzem, w drzwiach pojawili się Panna Młoda z ojcem.

I tu nastąpił pierwszy szok – bowiem zamiast znanego mi dźwięku organów, usłyszałam zespół Flamenco. To było niesamowite. Pieśni kościelne przerobione na Flamenco, nawet Ojcze Nasz. Zachwycałam się każdym dźwiękiem. Oprócz muzyki, słychać było dźwięki wydawane przez wachlarze – bowiem wszystkie kobiety w Kościele (poza mną) wachlowały się. Mnie wcale nie było gorącoJ. Siedziałam w trzecim rzędzie z lewej strony, za siostrą z mężem oraz ciotką Panny Młodej. Po prawej stronie siedziała rodzina Pana Młodego. Na pierwszych ławach leżały róże, symbolizujące nieżyjących już dziadków Państwa Młodych. Z przodu siedzieli rodzice Młodych na krzesełkach.

Ceremonia trwała ok. godziny. Ksiądz wygłosił przepiękne kazanie o miłości i przeznaczeniu. Po ceremonii Państwo Młodzi, ich rodzice i rodzeństwo podpisali dokumenty. Potem sesja zdjęciowo przed ołtarzem: Młodzi, Młodzi z rodzicami, Młodzi z rodzicami i dalszą rodziną oraz ze mną.

Kiedy wyszli z Kościoła, goście obsypywali ich ryżem.

Znowu hiszpański gwar i harmider. Każdy chce złożyć życzenia, goście podchodzą z różnych kierunków, nikt nie stoi w kolejce, Młodzi zostają rozdzieleni.

Państwo Młodzi pojechali na sesję zdjęciową, a my do restauracji. O weselu w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.