Jak oswoiłam dzikiego sępa

Nie jestem fanem ptaków. Za sępami delikatnie mówiąc nigdy nie przepadałam, a jednak, kiedy zaczęłam zajmować się otrutym sępem, nawiązała się między nami niezwykła przyjaźń.

Połowa wolontariuszy (i wszyscy z mojej grupy oprócz mnie) pojechała na wycieczkę, dlatego na mnie spadły wszystkie obowiązki. Beth poprosiła mnie też, żebym nakarmiła rano hieny, z którymi zdążyłam się już zaprzyjaźnić. Wstałam wcześniej, żeby zdążyć ze wszystkimi obowiązkami. Kiedy dawałam jeść miodożerom Rice i Juliusowi wspinały się po moich nogach nie chcąc mnie wypuścić ze swojego „mieszkanka”. Innego dnia chętnie bym się z nimi pobawiła, ale miałam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Wskoczyłam też do Hammy zabrać jej miskę z wieczornego karmienia. Dałam radę:)

Po śniadaniu Nikita (pracownica ośrodka) zapytała mnie czy nie mogłabym pomóc jej nakarmić sępa. Pociachała nożyczkami mięso na mniejsze kawałki, włożyła je do miski i zalała wodą. Potem poszłyśmy do Rambo. Pokazała mi jak mam go karmić i poprosiła, żebym jeszcze potem posprzątała mu w klatce. Sęp wydawał się sympatyczny, ale mało skory do jedzenia. Duże kawałki dzieliłam mu na malutkie i podawałam trzymając za ich końce w paznokciach. Nie wiedziałam na ile mogłam sobie z nim pozwolić. Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam. Ponieważ nie chciał jeść czule do niego mówiłam, drobiąc mu mięsko na drobne kawałeczki, które zadowolony wcinał. Lubił też wypić wodę, która zmieszana z mięsem miała kolor i zapewne posmak krwi. Uwielbiałam obserwować jak rośnie mu gulka, gdzie kumulował jedzonko. Na 15 kawałków zjadł 11, pozostałe według polecenia wyłożyłam mu na cementowym „domku”. Wieczorem Nikita zapytała mnie czy mogłabym go znowu nakarmić. Naturalnie zgodziłam się i tak sęp przeszedł pod moje skrzydła.

Rambo bardzo delikatnie brał z moich palców maleńkie kawałeczki mięska. Z czasem zaczęłam go głaskać i przytulać, a on czasem ocierał łepek o mnie. Pokochałam tego sępa. Zaczął też ładnie jeść. Zwiększyłyśmy mu porcję do 20 kawałków. Na ogół wcinał 16-18. Byłam z niego bardzo dumna. Codziennie rano i wieczorem wybierałam mu najpiękniejsze kawałeczki mięska i szłam go karmić. Mój niunio bardzo mnie polubił i na ogół wyczekiwał mnie na betonowym „domku”. Tylko czasem siedział na gałęzi. Ale wtedy karmienie jego było dla mnie mało wygodne, więc wołałam go, żeby przeleciał na murek.

Bardzo interesowała mnie jego historia. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że nie był to oswojony sęp, a całkiem dziki. Ktoś próbował go otruć i tak trafił do ośrodka. Właśnie dlatego miał początkowo problemy z jedzeniem.  Kiedy się dowiedziałam, że ma szanse wrócić na wolność, starałam się nauczyć go, żeby jadł samodzielnie. Trochę miałam wyrzuty sumienia, że tak go do siebie przywiązałam. Na szczęście Rambo nie do końca akceptował innych ludzi, poza mną. Kiedy słyszał kogoś, przestawał jeść i czekał. Kiedy tuż przed wyjazdem przekazywałam go innej wolontariuszce, też nie bardzo chciał od niej jeść.

Po moim wyjeździe dowiedziałam się, że zrobił się niegrzeczny i został przeniesiony do klatki z innymi sępami. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła, bowiem jeśli będzie samodzielnie jadł niepokrojone kawałki, jest szansa, że wypuszczą go z powrotem na wolność. Bardzo bym tego chciała dla mojego ukochanego niunia.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.