Jak zaprzyjaźniłam się z osieroconymi hienami

Już samo słowo hiena niesie same negatywne skojarzenia: wstrętny, paskudny padlinożerca. Nikt nie chciałby zostać nazwany hieną, a tym bardziej otrzymać niechlubną nagrodę „Hieny Roku”, która przyznawana jest „dziennikarzowi, który wyróżnił się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej”. Na przekór stereotypom zaprzyjaźniłam się z dwoma osieroconymi hienkami. Bonzie i Marley okazały się niezwykle ciepłymi i kochanymi zwierzakami z chochlikiem w oczach.

Wybierając się na kolejny wolontariat do Moholoholo, wiedziałam mniej więcej z jakimi zwierzętami będę miała do czynienia. Zależało mi na bliższym poznaniu hien, bowiem wcześniej mogłam je oglądać tylko zza siatki. Tymczasem w Moholoholo przebywały dwie osierocone około półroczne hieny Bonzie i Marley oraz nieco starsza Ravicki, która była wychowywana w domu, a jak podrosła została oddana do ośrodka. Te pierwsze urodziły się na wolności, ale ich matka została zabita i tak trafiły do Moholoholo. Prawdopodobnie spędzą tam całe swoje życie. Na razie nie znana jest ich płeć, bo hieny mają podobne organy płciowe.

O ile Ravicki wydawała się przyjacielska i nieco przypominała psa (ciągle podbiegała, żebym ją głaskała), o tyle rodzeństwo wydawało się psotne. Jeszcze ich dobrze nie zdążyłam poznać, a już dotarła do mnie ich zła fama. Dzień przed moim przyjazdem pogryzły opiekującą się nimi wolontariuszkę, wzbudzając tym samym powszechny strach wśród pozostałych. Hieny są bowiem znane z niezwykle silnych szczęk i zacisku rzadko spotykanego u ssaków. Mogą kruszyć kości czy rozerwać nawet najgrubszą skórę. Dlatego Beth, która do tej pory opiekowała się nimi sama, dostała polecenie zabieranie kogoś ze sobą. I tak mojego pierwszego dnia pobytu padło na mnie.

Do tej pory pamiętam nasze pierwsze spotkanie, kiedy z dużą nutą nieśmiałości i kompletnym brakiem zaufania, co u mnie nietypowe, weszłam do ich klatki. Stałam przy wejściu, żebym mogła w każdej chwili wyjść. Zdawałam sobie sprawę z tego, że pierwsze chwile są istotne i mogą zaważyć na naszej relacji. Hieny bowiem już kilka chwil po urodzeniu walczą między sobą o dominację. Niekiedy dla słabszego z rodzeństwa walka ta kończy się wręcz śmiercią. Walka jest zacięta zwłaszcza wśród samic. Te bowiem dziedziczą pozycje w stadzie po matce, więc jeśli mają rodzeństwo muszę między sobą ustalić hierarchię. W naszym stadzie to ja miałam być dominującą samicą. Dlatego, kiedy podeszły mnie obwąchać i nie byłam pewna czy nie zamierzają mnie czasem ugryźć, robiłam stanowczo krok do przodu, a  wtedy one uciekały. Zawsze szłam naprzód. Szacunek, który zdobyłam u nich w pierwszych dniach pozwolił mi się z nimi zaprzyjaźnić. Nie miałam bowiem powodu, żeby się ich obawiać. Nie atakowały mnie.

W rezultacie moich częstych wizyt (początkowo z Mikiem, który się nimi wcześniej opiekował lub z Beth) szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Okazało się, że  zwłaszcza Bonzie był/a ogromnym pieszczochem. Kiedy Mike wyjechał, byłam już w tak dobrym kontakcie z moimi niuńkami, że chadzałam do nich sama. Bowiem mało kto, oprócz mnie, tak bardzo je lubił. Jak kogoś wzięłam ze sobą, to albo trzymał się od nich na dystans, albo jak zobaczył jak głaszczę Bonzie, odważył się ją przez chwilunię pogłaskać. Tymczasem on/a uwielbiał/a pieszczoty. Początkowo głaskałam ją po główce i karku, ale ona najbardziej lubiła pod bródką, wtedy mogła by być głaskana bez końca. Marley był bardziej zabawowy, ale zdarzało się, że i on przyszedł się popieścić.

Czasami zastępowałam Beth, kiedy ona pojechała na wycieczkę i karmiłam je. Nie bałam się ich, a one obie czuły przede mną respekt. Wystarczyło, że powiedziałam „nie można” i odchodziły. Poza tym bardzo je polubiłam i chyba to czuły. Bonzie na ogół do mnie przybiegała, jak wchodziłam do jej zagrody i domagała się pieszczot. Kiedy spała na betonowym murku, kładłam się obok i przytulałam do niej. Uwielbiałam te biedne sierotki. Obie miały rozbiegane oczka i zawsze miała się wrażenie jakby miały ochotę coś spsocić.

Hiena cętkowana jest największą z hien. Mierzy 85 cm w kłębie, a jej waga w przypadku południowoafrykańskich może dochodzić do 85 kg. Przy czym samice są ok. 10 proc. cięższe od samców. Organy płciowe samców i samic są do siebie podobne, bowiem łechtaczka jest ogromna i z wyglądu przypomina penisa.

Patrząc na nie miałam wrażenie, jakby były w przysiadzie, albo chciały usiąść, a to dlatego, że ich tylne łapy są krótsze, co zaś powoduje, że kręgosłup opada ku tyłowi. Ich futro, którego kolor może przybierać różne odcienie od piaskowego do brązowego, pokryte jest ciemnymi plamkami, które blaknął wraz z wiekiem. Wbrew powszechnej opinii hiena cętkowana jest nie tylko padlinożerca, ale także potężnym myśliwym. Zwierzęta te na ogół polują w małych grupach.

Posługują się kompletnym systemem wokalnym. Wydają 14 różnych dźwięków: od krzyków, po najbardziej charakterystyczny śmiech.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

3 Komentarze

  1. Świetny blog. Czytając historię przyjaźni z hienami, aż ciarki biegały po plecach! Inny przyjaciel zwierząt – Kevin Richardson pisał: gdy hiena zaciśnie paszczę, nie ma zmiłuj! Nie ma powodu, by nie wierzyć jego słowom :)

  2. Rewelacja, przyjemnie jest zobaczyć dla odmiany kogoś kochającego zwierzaki, a nie pozującego ze strzelbą w ręce :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.