Kapsztad – jedno z najpiękniejszych na świecie?

Kapsztad, najstarsze miasto w RPA, uważane jest za jedno z najpiękniejszych na świecie.

Liczące 3,5 mln mieszkańców miasto jest drugim największym miastem w RPA. Jadąc z lotniska w oczy przede wszystkim rzuca mi się „osłaniająca” miasto góra stołowa. Super to wygląda, ale tylko z daleka. Nazywane Mother City miasto z bliska już mi się za bardzo nie podoba.

Zatrzymałam się w hotelu Tudor w samiuteńkim centrum, które można zwiedzać na piechotę. To duża zaleta, dlatego wybrałam ta lokalizacje i od razu ruszam na spacer. Przed moim hotelem znajduje się Greenmarket Square, plac będącym sercem miasta. Tutaj jest targ z tradycyjnymi wyrobami afrykańskimi. Pewnie gdybym była po raz pierwszy w RPA, byłabym nim zachwycona, jednak większość z tych rzeczy widziałam już tyle razy, że nie robią na mnie wrażenia, tym bardziej, że większość tak naprawdę jest „Made in China”. Pełna energii i nadziei wyruszam na spacer, po tym podobno jednym z najpiękniejszych miast świata. Szybko okazuje się, że ja umieściłabym je na drugim końcu rankingu. Idę uliczkami w dół w stronę Zamku Dobrej Nadziei. Nie mają one w sobie nic z uroku Mediolanu czy Walencji. Mijam brudnych ludzi, obskurne stragany i mało ciekawe uliczki. Najgorzej jest pod samym ratuszem. Sam budynek jest piękny, ale ciężko się nim zachwycać, gdy na placu przed nim rozciąga się paskudny targ. Obskurne stragany z tanimi ubraniami, napojami przesłaniają widok. Jest też kilka bud z fast foodami.

Mijam wielu bezdomnych, którzy mnie zaczepiają. Widzę prawie samych czarnoskórych. Zamek Dobrej Nadziei zostawiam na kolejny dzień i idę dalej.Mijam dawny gmach komory celnej (Old Customs House) i Muzeum Okręgu VI. Bardzo żałuję, że jest już zamknięte, bowiem w murach tego budynku kryje się niezwykle poruszająca historia okresu przesiedleń czarnoskórej ludności. W 1966 roku tę część miasta przeznaczono wyłącznie dla białych, w związku z czym wysiedlono 66 tys. czarnoskórych i wyburzono ich domy. W muzeum znajduje się m.in. płótno, na którym byli mieszkańcy zapisali swoje wspomnienia z przymusowej przeprowadzki do Cape Flats, które niektórzy nazywają „śmietnikiem Apertheidu”.

Idąc dalej mijam drzewo niewolników (Slave Tree), czyli zaprojektowaną przez Nadyę Glawe białą rzeźbę drzewa, upamiętniającą miejsce handlu niewolnikami. Ideą jest przypomnienie szybko zapominanej i niechlubnej historii niewolnictwa. Każdy może drzewo pomalować, coś na nim napisać czy powiesić.  Mijam jeszcze najstarszy Kościół w RPA Groote Kerk oraz Slave Lodge i zaglądam do ogrodów kampanii, czyli obecnie ogrodu botanicznego, w którym znajduje się m.in.  Gmach Parlamentu, Muzeum Południowoafrykańskie, Galeria Narodowa czy Planetarium.

Najbardziej malowniczą część miasta stanowi Bo Kaap z kolorowymi, uroczymi domeczkami.

Bo-kaap w języku afrikaans znaczy and przylądkiem. Nazwa nawiązuje do Signal Hill (Wzgórza Sygnałowego), gdzie mieści się ten kwartał. Strome uliczki, wąskie alejki, stare meczety i minarety oraz kolorowe domki: różowe, żółte, zielone, niebieskie. W tej zamieszkanej głównie przez ludność muzułmańską części, każdy domek pomalowany jest na inny pastelowy kolor. Wygląda to uroczo, ale dzielnica nie należy do najbezpieczniejszych. Znajduje się tu także muzeum Bo-Kaap, które urządzone jest jak typowe muzułmańskie mieszkanie.

Kawałek dalej leży zabytkowa ulica Long Street, po której obu stronach stoją wiktoriańskie budynki ze wspaniale zdobionymi balkonami. Dla mnie to jedna z najładniejszych ulic Kapsztadu. Znajdują się tu zabytkowe sklepiki, księgarnie, bary i kluby.

Wchodzę też do kilku sklepików z tradycyjnymi wyrobami, ale cały czas martwię się, że większość z nich pochodzi z Chin. W końcu znajduję jakąś pracownię. Siedzi w niej mężczyzna w średnim wieku i własnoręcznie rzeźbi maski i figurki. Ponieważ wszystkie są ogromne, a ja do swojej kolekcji potrzebuję małą ok. 5-6 cm figurkę, umawiamy się, że taką dla mnie zrobi, a ja ją odbiorę przed wyjazdem. Kiedy przychodzę po figurkę, ten najpierw mnie wyściskał, a potem wręczył zamówienie. Bardzo się cieszę, że mam do kolekcji prawdziwą figurkę z RPA.

Zamek Dobrej Nadziei, kiedyś twierdza dziś kompleks muzealny – to ponury, odstraszający obiekt. W zbudowanym w latach 1666-1679 r. zamku obecnie znajduje się muzeum oraz stacjonują pułki kapsztadzkie i jednostki Narodowych Sił Zbrojnych. Budowla ma kształt gwiazdy pięcioramiennej. Na każdym ramieniu fortecy zbudowanej z kamienia spojonego zaprawą oraz drewna, wybudowano wieżyczkę.

Ponieważ przychodzę dosyć wcześnie, okazuje się, że tylko część zamku jest otwarta dla zwiedzających. Dlatego zaczynam od wejścia na górę. Rozciąga się stąd ładny widok na miasto i Górę Stołową, poza tym można zobaczyć armaty. Idę do zamkowego Muzeum Wojska, które jest całkiem ciekawe. Znajduje się tu makieta zamku, mapy, manekiny w mundurach z danego okresu, a także broń z czasów Holenderskiej Kampanii Wschodniej oraz brytyjskiej dominacji w RPA. Potem idę do sali tortur.

Akurat mijam przewodnika z grupą, który opowiada jak więźniom zakładano na ręce przywiązane do ściany kajdanki i biczowano, a także o innych metodach tortur. Oczami wyobraźni widzę koło tortur, zgniatacz kciuków czy metalowe pieczęci, które stosowano do piętnowanie (odciskano rozpalone do czerwoności pieczęci na ciele torturowanego). To właśnie za pomocą tych narzędzi torturowano tutaj więźniów tak długo, aż przyznali się do winy.

Przeczytałam w jednym z przewodników, że w sali tortur i Czarnej Dziurze nadal straszy, że w nocy słychać głosy torturowanych.

Następnie miotałam się po zabudowaniach zamku, albo wchodziłam do pomieszczeń biurowych, kuchni itp., albo chciałam otworzyć zamknięte drzwi. Jak na tak dużą placówkę, całkiem mało jest do zwiedzania. Weszłam do kuźni, gdzie przez szyby można było obejrzeć całe wyposażenie. Następnie poszłam obejrzeć m.in. kolekcję Wiliama Fehra, na którą składają się meble wykonane przez holenderskich kolonistów. Niestety tam nie można było robić zdjęć. Ogólnie byłam bardzo rozczarowana. Uważam, że była ta strata czasu i pieniędzy.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.