Karmienie dzikich zebr

Wycieczka do hipopotamów połączona jest z karmieniem zebr. Kiedy jechaliśmy pierwszy raz, przyszły do naszego samochodu, ale karmienie zostawiliśmy na później. Kiedy wracaliśmy znowu do nas przyszły. Najpierw mogliśmy nakarmić z ręki Zorro. To dzika zebra, ale nauczona jeść z ręki. Od razu go polubiłam. Delikatnie brał granulat i próbował nawet dać mi buziaka. Byłam zachwycona.

Szkoda mi było tylko pozostałych zebr, które nie jadły. Nawet miałam ochotę rzucić im trochę granulatu, ale Jan powiedział, że się o niego pogryzą. Po chwili odjechaliśmy kawałek dalej i wysypaliśmy im granulat na drogę, tak aby wszystkie mogły się posilić. Pracownicy Moholoholo dokarmiają je w porze suchej, kiedy jest ryzyko, że same nie znajdą wystarczająco dużo pożywienia.

Drugim razem spotkaliśmy Zeusa, który także jadł z ręki. Uwielbiam karmić dzikie zwierzęta. Bardzo uważałam, żeby podawać mu wyprostowaną dłoń, żeby mnie nie ugryzł w palce, ale Zeus był tak delikatny, że zaledwie muskał moją dłoń.

To niesamowite. 60-80 proc. swojego czasu  zebry spędzają właśnie na jedzeniu. Duża rolę w komunikacji odgrywa mocz i kał, które zawierają informacje o płci i przynależności społecznej.

Uwielbiam zebry, one mają takie wypukłe paski i zawsze sterczące grzywy. Mają doskonały słuch i wzrok. Oczy mają położone po bokach głowy, co umożliwia ich szerokie widzenie kątowe. Co więcej zebry prawdopodobnie widzą kolory. Mogą poruszać uszami, dzięki czemu mogą słuchać bez zmieniania pozycji. Ważą ok. 300 kg i biegają z prędkością 65 km/h.  Kiedy biegną w stadzie, ich pasy zlewają się, uniemożliwiając przeciwnikowi wyodrębnienie pojedynczej ofiary.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.