Kawałek prawdziwej Afryki

Góry smocze to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam.

„Tu zaczyna się nieoswojona Afryka, surowych, postrzępionych gór, rozległych sawann i faunistycznego bogactwa” – tak autor przewodnika o RPA opisał Góry Smocze (Drakensberg). Zgadzam się z nim, że jest to kawałek nieoswojonej Afryki, gdzie z gór wyrastają skały i kamienie, a natura jest nietknięta przez człowieka. Jadąc samochodem zachwycam się widokami zza okna.

Wstaliśmy o 5.15. Szkoda było marnować czas na sen, w tym magicznym miejscu.

Nasz dom postawiony jest na scenie (jak się wychodzi z domu wchodzi się na scenę), przed nami bowiem rozciąga się naturalny górski amfiteatr. Coś wspaniałego.

Udaliśmy się na spacer z Thendele do Tiger Falls. Według planu miało nam to zająć dwie godziny. Szliśmy trochę glinianą dróżką, trochę po skałkach, a czasami wycementowaną dróżką. Co chwila słychać było wodę, ale nigdzie nie mogłam jej dostrzec. Nie mogłam się doczekać aż dojedziemy do wodospadu. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zaparło mi dech w piersiach. Było przepięknie.

Ponieważ szliśmy niespełna godzinę, postanowiliśmy nie zawracać, tylko pójść dalej. Na początku sądziłam, że to był wspaniały pomysł, bowiem było to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam. Poza tym poza nami nie było tu nikogo. Podczas całego spaceru nie minęliśmy ani jednego człowieka. Przeszliśmy przez mostek, a ja co chwila czymś się zachwycałam.

Potem mieliśmy dojść do Mahai Campsite. Droga wiodła głównie z górki. Trochę było to dla mnie uciążliwe, bo parę dni temu uderzyłam się w piszczel i bardzo mnie bolało jak szłam, zwłaszcza jak droga wiodła niemal pionowo w dół. Potem wspinaliśmy się pod górkę, niekiedy idąc między trawami, które często były wyższe ode mnie.

Trzeba było iść ostrożnie, bo co chwila pojawiały się śliskie kamienie. Potem zaczęło się najgorsze. Okazało się, że droga do naszego domku i jest kilkukrotnie dłuższa niż przypuszczaliśmy, bo musieliśmy iść zygzakiem, najpierw w jedną stronę, a potem jakbyśmy zawracali. W pewnym momencie opadłam z sił. Wiedziałam, że mamy coraz mniej czasu (zbliżała się 9.30, a my do 10 mieliśmy się wymeldować), a droga była jeszcze długa. Nie tylko musiałam iść dalej, ale powinnam robić to bardzo sprawnie. Tymczasem najchętniej bym usiadła. Przez kilka minut stawiałam nogę za nogą, był to niesamowity wysiłek, z każdym krokiem myślałam, że nie dam rady więcej. Trwało to kilka minut. Nawet myślałam o tym, żeby powiedzieć Ianowi, żeby wziął mnie na barana. Ten był przeszczęśliwy, że udało mu się mnie zmęczyć. Tymczasem, po kilku minutach poczułam się jakbym dopiero co wstała z łóżka. Zmęczenie kompletnie mnie opuściło i ruszyłam z kopyta przed siebie. Poczułam w sobie nową siłę, nową energię i przyspieszyłam kroku. Bez trudu pokonałam ostatni kawałek i dotarliśmy do naszego domku, żeby po raz ostatni spojrzeć na przepiękny górski amfiteatr.

 

3 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.