Koala na urodziny

Kiedy dolewałam wodę do pojemników na gałęzie eukaliptusa jedna (bo to była dziewczynka) koala stanęła przede mną i dotknęła mnie nosem w mój nos. Stała tak dłuższą chwilę wpatrując się we mnie. Praca w Lone Pine Koala Sanctuary jest ciężka i czasem śmierdząca, ale dostarcza niezapomnianych wrażeń.

Przyjazd tutaj był moim prezentem na urodziny ode mnie dla mnie. Chciałam bliżej poznać koale i kangury, a wolontariat w takim ośrodku był na to najlepszym sposobem. Każdą wolną chwilę wykorzystuję na obserwację zwierząt i zabawę z nimi.

W sekcji dla koali z rana najczęściej trzeba wymyć i wyczyścić z gówienek wszystkie barierki i poręcze. Nie jest to najfajniejsze zajęcie na świecie, ale ktoś musi to zrobić. Potem jest dwudziestominutowa przerwa na herbatę i robi się coraz fajniej. Za każdym razem kiedy się wchodzi do zagrody dla koali, trzeba zdezynfekować podeszwy butów.

Wszystkie żyjące w ośrodku koale mają takie zagrody, w których są konstrukcje z drzewek, po których mogą sobie chodzić. Moim pierwszym zadaniem było umycie tych konstrukcji. Robi się to co 7-10 dni. Najpierw szczotką zmoczoną w specjalnym środku dezynfekującym szoruje się drzewka, potem jeszcze taką szpachelką usuwa gówienka, a następnie dokładnie zmywa się to wodą. Poza tym codziennie wymienia się gałęzie eukaliptusa, najpierw zabiera się stare, zostawiając kilka gałęzi w jednym pojemniku, a potem przynosi się nowe. Trzeba uważać, żeby liście nie dotknęły ziemi, bo wtedy trzeba je najpierw umyć. Koale są bardzo delikatne. Dostarczanie nowych gałęzi eukaliptusów było moim ulubionym zajęciem, wtedy bowiem koale szły do mnie. U jednego nawet mogłam z bliska zaobserwować jego śmieszne ząbki, takie dwa kiełki. Pod koniec dnia jeszcze się chodzi i dolewa wodę do pojemników na gałęzie.

Kiedy mówiłam znajomym, że jadę do Australii prosili mnie, żebym przemyciła koalę w bagażu. Szybko zmieniliby zdanie, gdyby wiedzieli ile kosztuje utrzymanie tych zwierząt: 20 tys. dolarów rocznie (pod warunkiem, że nie chorują), nie wspominając o tym, że hodowanie w domu koali jest nielegalne.

W Lone Pine Koala Sanctuary koale utrzymywane są z wpływów ze zdjęć turystów z nimi. Jako wolontariusze czasem „służyliśmy za drzewo dla koali”, czyli trzymaliśmy go, jeśli nie chciał iść do turysty. Koala spędza max. pół godziny dziennie, ale na ogół ok. 2o minut na sesji zdjęciowej z turystami. Kiedyś jak nie było kolejki poprosiłam, żeby też mi zrobili zdjęcie. Mój koalka najpierw ślicznie zapozował patrząc się do kamery, a potem bardzo go zainteresowałam, bo wpatrywał się we mnie. W ogóle nie chciał ode mnie iść, potem się jeszcze do niego przytuliłam na pożegnanie, he he:) Często mam wrażenie, że one się na mnie patrzą. Kiedyś nawet jedna turystka powiedziała mi „On (jeden z koali) musi Panią lubić, bo się tak za Panią patrzy”.

Niektóre koale mają taką szorstkawą sierść, ale na ogół są milusińskie. Dlatego kiedyś na nie polowano, żeby wykorzystywać ich futerka do produkcji zabawek, butów itd. Jednak obecnie polowanie na koale jest zabronione. cdn.

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.