Kod uliczny

„Mozaika” – to najlepsze określenie Indii. Ulice przypominają kolorowe bazary – pełne różnorodnych „pojazdów”. Poza zwykłymi samochodami, kolorowo udekorowanymi ciężarówkami, skuterami czy rikszami (trójkołowce powstałe z połączenia skutera i samochodu, zdarzają się też riksze rowerowe), na drogach można zobaczyć krowy, wielbłądy, a nawet ludzi prowadzących wózki. Nikogo tu nie dziwi widok kobiety jadącej na motorze i jednocześnie karmiącej piersią czy stłoczonej w rikszy kilkuosobowej rodziny.

Także zasady ruchu są nieco inne. Trzypasmowa droga robi tutaj za pięciopasmówkę. Pierwszego dnia ma się wrażenie, że na ulicach panuje wielki chaos. Wrażenie to potęgują dźwięki klaksonów dochodzące ze wszystkich stron. Większość europejczyków pozostaje w przekonaniu, że ulice w Indiach to rozgardiasz, gdzie nie obowiązują żadne reguły. Tymczasem wystarczyło porozmawiać z hinduskim kierowcą, żeby się dowiedzieć, że na pozór nic nieznaczące trąbienie to nieformalny system informujący. Trzeba się tylko wsłuchać w dźwięki ulicy: kierowcy inaczej trąbią wjeżdżając na skrzyżowanie (znak dla nadjeżdżających z boku samochodów), inaczej, kiedy wyprzedzają, a jeszcze inaczej jak zwalniają czy zatrzymują się (na wypadek, gdyby jadący za nimi kierowca przysnął).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.