Koh Panyee – muzułmańska wioska na palach

Tuż przed wyjazdem obejrzałam taki filmik – historię chłopców, którzy marzyli o tym, żeby zacząć grać w piłkę nożną. Jednak w wiosce zbudowanej na palach i przyczepionej do skały, trudno było znaleźć kawałek miejsca, nie mówiąc już o boisku. Kiedy chłopcy w 1986 roku postanowili, że stworzą własną drużynę piłkarską, większość mieszkańców wioski wyśmiała ich. Oni jednak postanowili, że sami zbudują drewniane boisko na wodzie. Treningi były ciężkie, bo piłka ciągle wpadała do wody, więc musieli grać przemoczeni na mokrej powierzchni, z której w dodatku wystawały gwoździe. Nadszedł dzień, w którym postanowili wystartować w turnieju krajowym. Mieszkańcy wioski zrzucili się na stroje dla swojej reprezentacji. Chłopcom szło całkiem nieźle dopóki nie zaczął padać deszcz, dlatego zdjęli ciężkie przemoczone buty i zaczęli grać na bosaka, dzięki czemu zajęli drugie miejsce w kraju. Od 2004 r., co roku zdobywała mistrzostwo Tajlandii.

Dziś mają już profesjonalne boisko. W Koh Panyee mieszka ok. 1500 osób, a wioska liczy 300-350 domów, nie mogą już dobudowywać nowych. Dlatego młodzi przenoszą się do miast. Stare domy stoją na drewnianych palach, nowe na betonowych. Większość z nich jest otwarta, kobiety przebierają mąkę, dzieciaki śpią w hamakach. Na zewnątrz często wiszą klatki z ptakami, nawet dwie – trzy.

Jak się podjeżdża łodzią do wioski to widać takie wypasione budynki– już myślałam, że powtarza się historia z wodnym targiem, tymczasem to tylko fasada, tzn. ciąg restauracji. Wioska jest z tyłu. Tam jest bardziej różnorodnie. Niestety nie pojechałyśmy tam na własną rękę, a z wycieczką zorganizowaną, przez co miałyśmy tylko dwie godziny na lunch i zwiedzanie (i tak więcej niż normalnie, bo wcześniej rozmawiałam z przewodnikiem o wiosce i wiedział, że mnie to szczerze interesuje). Sama wioska jest specyficzna – wszystkie budynki znajdują się bowiem na wodzie, pierwsze na palach drewnianych, te budowane niedawno na betonowych, a zamiast samochodów w garażach przy domach zacumowane są łodzie. Pierwsze zbudowane domy dodatkowo były „przywiązane” do skały. Inne są połączone z nimi, na ogół betonowymi przejściami. Aczkolwiek jak się idzie takim chodnikiem i mija kolejne domy, to wiele stoi jakby w trzech rzędach.  Nie wiem jak z pierwszego idzie się do drugiego lub trzeciego, może można się tam dostać tylko za pomocą łódki? Część domów to rudery, inne nowiusieńkie. Jedne jeszcze z drewna i słomy, inne z betonu, z satelitą. Większość mieszkańców nadal zajmuje się łowieniem ryb lub sprzedawaniem souvenirów.

Zajrzałyśmy do szkoły, bo ta we wtorki jest otwarta dla turystów. Jedna uczennica czesała panią nauczycielkę. Inne dzieciaki śpiewały przed rozpoczęciem lekcji.

Potem z Agą trochę się zgubiłyśmy, bo do tych restauracji jest kilka wejść, ale z jednej nie można przejść do drugiej, trzeba się wycofać „do wioski” (a to chwilę trwało) i szukać innego zakamuflowanego wejścia.

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

5 Komentarze

  1. Jakże musi przebiegać życie w takich warunkach… Ja sobie nie wyobrażam. Ale ponoć człowiek jest w stanie do wszystkiego się przyzwyczaić. NA Filipinach w Manilii w slumsach ludzie żyją przecież na grobach…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.