Kolonialne miasteczko (San Cristobal de las Casas)

To chyba moje ulubione i najbardziej kolorowe miasteczko w Meksyku. Charakterystyczne dla niego są liczne kolonialne dzielnice. Po obu stronach ulic rozciągają się niskie, ceglane, kolorowe domki. Z miasteczka rozciąga się wspaniały widok na szczyty gór Tzontehuitz i Huetepec. Na zocalo (Plaza 31 de Marzo) mieszczą się ratusz i katedra. Oba budynki są bardzo ciekawe.

Wszędzie widać Indian (głównie z plemion Tzotzil i Tzeltal), którzy przyjeżdżają na lokalny targ, sprzedawać swoje wyroby. Warto wybrać się na to barwne targowisko, bowiem można kupić bardzo fajne, ręcznie robione rzeczy jak np. kalendarz majów na skórce, piękne zakładki do książek. Drewniane i ceramiczne maski radziłabym kupować w Chichen Itza, bo nie dość, że były najładniejsze z tych, co widziałyśmy, to w dodatku były najtańsze. Największy problem miałam z kupnem sombrero, bo wszędzie były tylko słomiane. Na lotnisku w Meksyku znalazłam przepiękne materiałowe czarne sombrero ze złotą obwolutą. Poza tym na prezenty i jako pamiątki można kupić likiery i tequilę w Oaxace, a także napój czekoladowy w proszku w Palenque.

W samym San Cristobal de las Casas nie spędzamy zbyt wiele czasu, bowiem udajemy się na wycieczkę do kanionu Sumidero (gorąco polecam), a następnego dnia do indiańskiej wioski San Juan Chamula (też polecam).

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.