Kraj kłamczuszków i naciągaczy

Wyjeżdżając do Tajlandii, wiedziałam, że jak będę chciała wykupić jakąś wycieczkę to wszystkie usługi, za które płacę muszę mieć wyliczone w umowie, ale nie sądziłam, że Tajowie są aż takimi naciągaczami i kłamczuszkami.

Jeszcze z Polski szukałam lokalnego biura podróży, które zorganizowałoby nam wycieczkę do autentycznych wiosek zamieszkanych przez plemiona górskie. Chciałam uniknąć odwiedzania komercyjnych wiosek. Znalazłam całkiem fajną ofertę, ustaliliśmy program,  liczbę osób itd. Poprosiłam o podanie ceny. Pani z biura odpisała mi, że to zależy od kilku czynników, ale w przybliżeniu będzie nas to kosztowało tyle i tyle. Dobrze, że nie wykupiłyśmy tej wycieczki, bo jej realny koszt był dwa razy wyższy.  Okazało się, bowiem, że wstępna cena obejmuje tylko wypożyczenie jeepa na określoną liczbę dni. Poza tym będziemy musiały zapłacić za benzynę, noclegi oraz jedzenie dla siebie, kierowcy i przewodnika (!), wszystkie wstępy też były dodatkowo płatne.

Pierwsze kroki w Bangkoku skierowałyśmy na Khao San. Chciałyśmy tam dojechać tuk tukiem, ale nasz kierowca zawiózł nas do jakiegoś biura podróży. Nie chciało nam się z nim dyskutować (no cóż byłyśmy jeszcze świeżynkami), a wydawało nam się (nasz kierowca nam tak powiedział), że ulica Khao San jest tuż za rogiem. Tymczasem okazało się, że Khao San jest trochę dalej, a tajskie mapy są mało dokładne. Kiedy tak stałyśmy próbując zorientować się, gdzie jesteśmy podeszła do nas „taka miła Pani”, z którą chwilę porozmawiałyśmy. Pytała nas skąd jesteśmy, na ile przyjechałyśmy, co zamierzamy robić itd. Na koniec wskazała nam drogę i udzieliła „cennych wskazówek”. Wyjaśniła nam, że tuk tuki dzielą się na państwowe (te z flagą) i prywatne i żebyśmy jeździły tylko państwowymi, bo są dużo tańsze i nas nie oszukają.  Za 40 BHT kierowca miał nas zawieźć do biura turystycznego, gdzie mogłyśmy kupić bilety, zarezerwować pokoje itd., jednym słowem zorganizować całą dalszą podróż; poczekać na nas i pokazać nam najciekawsze zabytki Bangkoku takie jak świątynia Lucky Budda (nie było jej chyba w żadnym przewodniku), która miała być otwarta dla turystów tylko raz w roku i to właśnie dzisiaj (ale mamy szczęście :)), posąg wielkiego Buddy i coś jeszcze. Cóż potem się przekonałyśmy, że takie miłe Panie/ takich miłych Panów spotyka się na każdym kroku i wszyscy kierują turystów do jednego biura podróży.  Promocje i rabaty w Tajlandii też zawsze są tylko dzisiaj. A Wielki Pałac jest „zawsze zamknięty”.

Pewnego dnia wybieramy się na zwiedzanie Wielkiego Pałacu, ale zapomniałam sprawdzić, od której godziny jest otwarty, dlatego zapytałyśmy jakiegoś Taja. Na co on nam mówi, że dzisiaj jest zamknięty, bo jest chiński Nowy Rok.  Drugi, trzeci zapytany Taj twierdzi to samo. Ale jeden z taksówkarzy zdążył nas uprzedzić, że będą nam wmawiać, że Wielki Pałac jest zamknięty, więc i tak do niego poszłyśmy, tylko chwilę później, żeby nie przyjść za wcześnie.  Pod pałacem, co chwilę spotykamy jakiegoś Taja, który pyta skąd jesteśmy itd. (powtarza się rozmowa jaką odbyłyśmy z „miłą Panią” ). Nauczone doświadczeniem robimy swoje. Wielki Pałac oczywiście jest OTWARTY!!! Tzn. większość świątyń na terenie jest zamknięta (mimo, że przewodniki rozpisują się, do której warto wejść i co warto w nich zobaczyć) . W rzeczywistości do środka można wejść do zaledwie kilku, m.in. Świątyni Szmaragdowego Buddy.

W tym kraju nawet mapy kłamią. Niektóre rzeczy z przewodników,  jak np. muzeum entograficzne, nie istnieją. Pytałyśmy nawet w informacji turystycznej i nikt nic na ten temat nie wiedział.

Z kierowcami najlepiej wcześniej negocjować stawkę, bo potem może być różnie. Jeśli się jedzie tuk tukiem należy zaznaczyć, że chce się jechać bezpośrednio bez wstępowania do sklepów. Bowiem kierowcy proponują super cenę pod warunkiem zajrzenia do jednego sklepu, potem chcą, żeby człowiek zajrzał do jeszcze jednego itd. Któregoś dnia miałyśmy trochę więcej czasu, więc stwierdziłyśmy, a co nam, zaoszczędzimy trochę, więc zgodziłyśmy się, żeby kierowca zawiózł nas do jednego sklepu. Obiecywał, że nie musimy tam nic kupować, żebyśmy tylko zajrzały, pokręciły się 5 minut i pojedziemy dalej.  Zawiózł nas do sklepu, gdzie szyli ubrania na miarę i akurat w ten dzień (czytaj codziennie) mieli specjalną ofertę: rabat 40 proc. Potem nasz kierowca tuk tuka stwierdził, że zawiezie nas za darmo, jeśli po drodze wstąpimy do jeszcze jednego sklepu. Miałyśmy niezły ubaw, więc zgodziłyśmy się. Co prawda zdążyłyśmy zorientować się, jak to funkcjonuje, a on tylko utwierdził nas w przekonaniu, że miałyśmy rację. Powiedział nam, że oni z każdego z tych sklepów, do którego zawiozą turystów, dostają prowizję lub bony na paliwo. Prosił nas, żebyśmy się nikomu nie wygadały, po czym nam obiecał, że zapłaci nam 100 BHT dla każdej, jeśli wstąpimy do jeszcze jednego sklepu. Ogarnął nas śmiech, ale ponieważ kierowca był bardzo sympatyczny i SZCZERY, zgodziłyśmy się.  Chciał nas wziąć jeszcze do jednego sklepu płacąc nam 200BHT dla każdej, ale już miałyśmy dość. Jak dojechałyśmy, to faktycznie nam zapłacił, ale 100 BHT dla nas obu, a nie dla każdej.

Z drugiej strony nie bez powodu Tajlandia nazywana jest krainą uśmiechu. Tajowie są bardzo mili, pomocni i gościnni. Wielu przewodników podczas wykupionych przez nas wycieczek robiło nam zdjęcia, podpowiadali co warto jeszcze zobaczyć. Jeden zdradził nam, żebyśmy najpierw porobiły sobie zdjęcia z małpami, a potem poszły do jaskini, bowiem jest wystarczająco dużo czasu, żeby ją zwiedzić, a jak wyjdą wszyscy turyści, to będziemy miały gorsze zdjęcia. Inny dał nam więcej czasu na Koh Panyee, bo wiedział, że bardzo mnie interesuje życie w tej wiosce na palach. Jeszcze inny ciągle opowiadał kawały, z których sam najbardziej się śmiał. Nasz przewodnik po górach – Kai, był wspaniały i się zaprzyjaźniliśmy i do tej pory jesteśmy w kontakcie. Kiedy pływałyśmy łódką po kanałach Bangkoku nasz kierowca, cały czas próbował z nami rozmawiać, a braki w angielskim nadrabiał szerokim uśmiechem. W pewnym momencie mówi do nas „look, big feet, big feet”, więc zastanawiamy się o co może mu chodzić, wpatrujemy się w wodę, gdzie pokazuje, a tam „big fish”. No cóż angielski Tajów pozostawia wiele do życzenia. Kiedyś jak jechałyśmy kolejką w Bangkoku, jeden Pan chciał ustąpić miejsce mojej siostrze i poklepał ją w ramię i mówi: „Hey, you, sit”. Podczas show jak małpy zbierały kokosy, ktoś z turystów zostawił okulary przeciwsłoneczne i Taj prowadzący pokaz mówi, że ktoś zapomniał sangrass. Tajka, która robiła mi peeling stóp podsumowała mnie „ten kilo die ski”. W Ko Samui aż roiło się od błędów na napisach: sok ze „stormberry”, ”Rubbit bar”.

Najbardziej podobało mi się targowanie. Często można było kupić rzeczy za 30 proc. pierwotnej ceny, a do tego sam proces był przezabawny. Raz chciałyśmy kupić maskę, ale była bardzo droga, więc nawet mi się nie chciało targować. Zanim zdążyłam odejść sprzedawca klepnął mnie w ramię i pokazuje mi kalkulator, żebym wystukała swoją cenę. Potem znowu mnie klepnął w ramię i pokazuje mi jego cenę i tak aż do czasu kiedy osiągnęliśmy kompromis.

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

21 Komentarze

  1. fajny blog…tylko gdzie ceny -hoteli i hosteli ? zgodnie z zapowiedzią.
    ,,kłamczuszków” jest pełno nie tylko w śród tajów….

    • Witam. Cieszę się, że blog sę podoba. Ceny hosteli i chatek (bo nad morzem spałyśmy w chatkach) są wymienione we wpisie: ceny (http://swiatoczamigoski.blog.pl/ceny/) pod każdą z miejscowości. Żeby nie musiał Pan szukać:
      Bangkok: Hostel (Sakul) w Bangkoku (na Kaosanroad) 1600 BHT za noc za pok. 2 -osobowy
      Chiang Mai: hostel 1000 BHT za noc za 2 osoby
      Ao Nang – Chaba Bungalows (chatki na Ao Nang) 600 BHT za chatkę
      Ko Samui Ko Samui Lamai Chalets Resort 1000 BHT za chatkę
      Pozdrawiam serdecznie
      Goska

  2. Swietny blog. Dzieki za info o tych malych klamczuszkach, bedziemy na nich uwazac, Pozdrawiamy Slawek i Iwona.

  3. Witam,
    czy ja również mogłabym poprosić o namiary na przewodnika w Chang Mai,
    będę wdzięczna
    pozdrawiam
    P.S świetny blog

      • Dziekuje za bardzo pomocne opisy i wskazowki. Moglabym prosic o na przewodnika w Chang Mai? Wybieramy sie tam pod koniec lutego…
        Pozdrawiam i zycze szerokiej drogii w dalszych podrozach!
        Ola

        • Hej, dzięki
          JAsne, napisz mi prosze maila, a podam Ci namiary na Kaia
          Pozdrawiam i życzę udanej podóży
          Gośka

  4. Pani Gosiu zbyt łatwo pani rzuca oskarżenia . Znam Thailandię od 40 lat.
    To specyficzny kraj i trzeba się go nauczyć a wtedy jest fascynujący.
    Może tajowie nie wiedzieli, że przyjechała wielka dziennikarka z Polski, a może nie była wcale taka wielka za jaką się miała ? :) W Thailandii uśmiechem można załatwić wszystko , a fochem…… nic. Rykszarze to biedni ludzie, którzy gdy zawiozą kogoś do biura dostają za to swoją dolę, ale później po 15 min zawiozą już za darmo w żądane miejsce. Czas w Thailandii płynie troszkę inaczej a gdy pozna się tajów pokocha się ich
    jak ten cały cudowny kraj. Sawadi

    • Pani LA Muerte
      Ja uwielbiam Tajlandię i nigdy się nie focham, tylko zawsze uśmiecham. Nie twierdzę też, że podczas podróży poznałam kraj lepiej niż Pani przez 40 lat mieszkania w nim. Po prostu opisałam swoje dośwoadczenia i obserwację. Poza tym nie pisałam tego z perspektywy dziennikarza, tylko raczej podróżnika, zwykłego człowieka:)
      Pozdrawiam

    • Witam, nie rozumiem kwestii z cenzurą? Będę wdzięczna za wyjaśnienie. Moze chodziło, że wcześniejszy komentarz nie został opublikowany w 5 sekund po napisaniu. Przepraszam, ale nie ejstem w stanie 24 godzin na dobę moderować bloga.
      POzdrawiam
      Gośka

  5. Podobaja mi sie Pani opowiesci.Z wielu doswiadczen skorzystalam.Jestem obecnie w Bangkoku.Za kilka dni wybieram sie na polnoc Tajlandii, do Czang Mai.Ma Pani moze namiary na sprawdzone miejsca noclegowe w tej miejscowosci , w tym rejonie?.Chcemy wybrac sie na wycieczki do dzunglii , w zwiazku z tym chce aby miejsce bylo sprawdzone przez kogos.
    Z gory dziekuje za odpowiedz i pozdrawiam z Bangkoku.

    • Witam, bardzo mi miło. po tych okolicach jeździłam z przewodnikiem. Zatrzymaliśmy się m.in. w Khunmai Baansuan resort.
      Poza tym spałyśmy w Chiang Mai i Chiang Rai.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego wyjazdu
      Gośka

  6. witam proszę o podanie namiarów na przewodnika chciałabym wziąć udział w trzydniowej wyprawie na płn Tajlandii

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.