Kraj, w którym czas się zatrzymał na ponad 50 lat

Jeszcze parę lat temu, kiedy byłam na Kubie, miało się wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Od tego czasu nastąpiło wiele zmian, ale o tym w kolejnym wpisie.

Kuba, którą poznałam to kraj, w którym po ulicach jeżdżą amerykańskie samochody z lat 50-tych; półki sklepowe świecą pustkami, a mieszkańcy mają mniej praw niż turyści.

To miejsce, gdzie kolejka złożona z ponad dziesięciu milionów ludzi wyczekuje czegoś lepszego. - Hawana jest w śpiączce, cała Kuba czeka spokojnie, co się teraz wydarzy – powiedział mi jeden muzyk. Inni Kubańczycy mówili mi, że mają nadzieję, że wkrótce nadejdą zmiany, ale nie chcą kolejnej rewolucji, chcą transformacji. Mimo trudów życia większość z nich nie chce opuszczać wyspy na stałe, ale chciałaby zobaczyć świat poza granicami wyspy. Teraz będzie to możliwe, ale o tym wkrótce.

Kiedy bogaci Amerykanie i Kubańczycy opuszczali wyspę, zostawiali swoje wspaniałe wille oraz samochody. Te do dziś kursują po kubańskich ulicach, bowiem po rewolucji 1959 r. Kubańczycy nie mogli już legalnie kupować samochodów.  Tylko sobie znanymi sposobami, za pomocą najróżniejszych „części zamiennych” utrzymują je na chodzie. Mimo, że na zewnątrz są przepiękne, wewnątrz nie są zbyt komfortowe. Co śmieszniejsze można tu też spotkać nasze „maluchy” (Fiaty 126 p).

Zakaz sprzedaży i kupna samochodów sprawił, że auta stały się jakby „dobrem wspólnym”,  tzn. służą nie tylko ich właścicielom, ale także pozostałym mieszkańcom wyspy. Kierowcy samochodów z państwową rejestracją mają bowiem obowiązek zabierać pasażerów, jeśli zmierzają choćby trochę w podobnym kierunku. Nie mogą jednak podwozić turystów. To chyba jedna z niewielu rzeczy, które mogą robić obywatele Kuby, a przyjezdni nie. Na ogół jest odwrotnie.

Kuba przypominała mi czasami socjalistyczną Polskę: półki sklepowe świeciły pustkami, przed sklepami ustawiały się kolejki (nie dotyczyły one turystów), przerwy w dostawach prądu czy ciepłej wody były na porządku dziennym (nawet w hotelach). Ciężko było o lekarstwa, gumę do żucia, a coca colę można było kupić tylko w lepszych hotelach czy barach. Tymczasem Kubańczycy mają swoją Tu Kolę, nawet w wersji light. Kiedyś postanowiłam sprawdzić jak naprawdę smakuje Tu Kola i napiłam się jej bez lodu. To był mój błąd, a jednocześnie ostatni raz kiedy piłam ten napój.

Pewnego dnia nasi znajomi zaprosili nas do siebie do mieszkania w centrum Hawany. Mieszkali w starym, rozpadającym się bloku. Małe, jeśli dobrze pamiętam dwupokojowe mieszkanie było skromne, ale czyste. Meble pochodziły z lat 70-tych. Stara kanapa i fotele. Czułam się jakbym się cofnęła w czasie.

Upływ czasu najbardziej widać po niegdyś pięknych hawańskich kamienicach, które pozostawione bez opieki niszczeją. Z fasad odpada tynk; metalowe ornamenty balkonów zżera rdza, a wnętrze kamienic niszczy grzyb. Tylko niewielka część budynków została odrestaurowana, ale mimo to Hawana zachwyca swoim niepowtarzalnym charakterem.

Najbardziej urzekła mnie barokowa katedra. Capitolio Nacional to zaś wierna kopia waszyngtońskiego Kapitolu .

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

4 Komentarze

    • Samochody piękne, ale niewygodne:) Mnie Kuba zachwyciła. Od razu po wylądowaniu do końca pobytu miałam wspaniały nastrój. Ludzie są przemili i przekochani i mimo przeciwnościom losu chyba szczęśliwi. Tak, pracownicy hoteli, taksówkarze, wszyscy, którzy mają do czynienia z turystami przyjmują napiwki.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.