Kubańskie ulice

Hawana zaskoczyła mnie swoim dźwiękiem, a właściwie panującą na ulicach ciszą. Ruch uliczny jest niewielki, z domów nie dolatują dźwięki muzyki i nie często spotyka się hałasujące dzieciaki. Na dworcach ludzie siedzą i czekaj, bowiem tu nie obowiązuje rozkład jazdy. Mijamy dwóch chłopców siedzących na ulicy z psem, dzieciaki ćwiczące Tai Chi, panów grzebiących przy resztce z motoru, starą Kubankę z cygarem, która dorabia sobie pozwalając się fotografować turystom. I niech uważa ten, kto ośmieli się zrobić jej zdjęcie bez datku. Jednak większość Kubańczyków jest bardzo miła i życzliwa. Uśmiechają się i machają do nas ze swoich balkonów. Pozdrawiały nas też dzieciaki idące na wycieczkę szkolną. Wszystkie ubrane w czyste mundurki: białe koszule z czerwonymi lub niebieskimi chustami i bordowe spódniczki lub spodenki. Kiedyś nawet udało mi się zajrzeć do jednej z klas szkoły podstawowej Jose Marti podczas trwania lekcji.

Gdy w Hawanie nastaje noc, całe miasto pogrąża się w ciemności. Tak jakby ktoś zgasił światło. Nie dość, że latarnie to rzadkość, to jeszcze dają one tyle światła, co przygaszone świece. Wtedy całe życie przenosi się na nabrzeże Malecon. Można tu spotkać pary na romantycznej randce, transwestytów szukających klientów, czy grupę znajomych, którzy przyszli się rozerwać.

Dopiero mniejsze miasteczka jak Trynidad odpowiadają moim wyobrażeniom, gdzie domy są pootwierane i można do nich zajrzeć. Kobiety siedzą na gankach w bujanych fotelach i plotkują z sąsiadkami. Dzieciaki grają znalezionymi, drewnianymi kijami w baseball. Obok jest sklep, w którym można kupić specjalne kije do gry, ale ich rodziców na to nie stać. Przez chwilę przez myśl przechodzi mi pomysł kupienia im ich, ale potem stwierdzam, że nie mogą od małego się uczyć, że wszystko dostają, bo są biedni i komuś zrobiło się ich żal.

Starsi panowie grają w domino na ulicy. Można też spotykać pana siedzącego na schodku przed domem i grającego na gitarze czy tańczącą parę, bo akurat naszła ich ochota. Wieczorem zaś na schodach w pobliżu katedry rozbrzmiewa muzyka na żywo, przy której mieszkańcy tańczą na świeżym powietrzu. Tutaj życie toczy się na dworze.

2 Komentarze

  1. Chciałabym kiedyś trafić na Kubę, jednak to na razie mało prawdopodobne. Mogłabyś mi powiedzieć jak tam trafiłaś i w jakim celu? I czy na długo? Pozdrawiam

    • Pamiętaj marzenia się spełniają:) Życzę Ci, zebyś jak najszybciej miała okazję odwiedzić ten kraj. Ja na Kubę trafiłam przez przypadek (moi niemieccy znajomi jechali i razem się wybraliśmy), ale strasznie się cieszę, że zobaczyłam tą wyspę przed zmianami. Za chwilę ten kraj już nie będzie taki sam. Pozdrawiam. Gośka

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.