Smaki Meksyku

Kuchnia meksykańska jest wyśmienita. Aczkolwiek trzeba uważać na potrawy ze śmietaną, bo ta serwowana w knajpach i barach często jest nieświeża.

Kuchnia meksykańska kojarzy mi się przede wszystkim z fajitas de pollo, czyli tortillami ze smażonym kurczakiem z warzywami. Fajita może być też z wieprzowiną. Można dodać do niej różne sosy. Uwielbiam duże tortille, małe nie smakują mi już tak bardzo.

Na śniadanko mamy do wyboru tysiąc potraw z jajek. Moją ulubioną jest omlet z szynką i serkiem żółtym; pychota. Nie przepadam natomiast za huevos rancheros, czyli tortillą z sadzonym jajkiem i sosem meksykańskim. Jak dla mnie to danie jest ciut przyostre. Jeśli chodzi o ryby to moją faworytką zdecydowanie jest dostępna np. w Tulum  Pescado boquinete.

Meksyk nie będzie kulinarnym rajem dla miłośników warzyw. Bo oprócz fasoli i kukurydzy, na bazie której powstaje wiele potraw, nie je się tu zbyt wielu warzyw. W fajitas de pollo mamy cebulę oraz czerwoną i zieloną paprykę. Do niektórych dań dają liść surowej sałaty i 3 plasterki pomidora.

Polecam też spróbować świerszcza. Mój chyba był jeszcze nie do końca zgrilowany, bo jak go rozgryzłam „ssikał mi się w buzi”. Poza tym jego smak był uzależniony od przyprawy, którą był posypany, bo tylko ją było czuć. Tak jakby się zjadło chipsa.

W Oaxace jest super lokalna „restauracja” w hali, gdzie je się rękoma, a za talerze służą serwetki. Dokładnie opisałam to miejsce we wpisie „Mezcal z robaczkiem i największe drzewo obu Ameryk (Oaxaca)”.

Z owoców zakochałam się w Jicama, który smakuje trochę jak głąb od kapusty, jest dosyć twardy, soczysty i słodkawy, pycha. Nie dość, że można się nim najeść, to nie chce się po nim także pić. Idealny. Niemal na każdej ulicy można było kupić pokrojowe owoce w plastikowych kubeczkach. Jeden rodzaj lub mieszankę. Przepyszne są platanos, czyli malutkie banany. Bardzo dobra jest też papaja. Wszystkie owoce są soczyste, świeżutkie, dojrzałe na słońcu. Co za smak.

Ze słodyczy zasmakowałam w kokosie polanym czekoladą. Można go kupić w Tulum (w miasteczku, albo jak ma się szczęście to na plaży). Całkiem dobre są churros – precle drożdżowe smażone na tłuszczu i obtaczane w cukrze. Macza się je w gorącej czekoladzie.

Przed Basilicą de Nuestra Senora Guadalupe kupiłam fajne “ciastka”. Robiła je Pani siedząca przy kwadratowym stoliku, na którym stał metalowy „piekarnik” (paliło się w nim drewnem) z rozgrzaną płytą, taką na jakiej np. w Danii na ulicy robią naleśniki, tylko dużo mniejszą. Na niej 8 okrągłych placuszków. Jak się zarumieniły i trochę urosły można było wcinać. Całkiem dobre.

W restauracjach jedzenie podają na plastikowych talerzach wielorazowego użytku.

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

2 Komentarze

  1. Wszystko wyglada apetycznie oprocz tych swierszczykow:) No ale jak mowilem sprobuje sprobowac czegos takiego w Taj. :) Pozdrawiamy Slawek i iwona.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.