Lampart vs jaguar

Jaguary były kiedyś nazywane lampartami amerykańskimi, ale te na pozór podobne koty, znacznie się od siebie różnią. Z lampartami pracowałam w Cheetah Experience,

teraz przyszedł czas na poznanie jaguarów w Criadouro Onca Pintada.

Z lotniska odebrała mnie Cris. Razem z mężem prowadzą ośrodek dla dzikich zwierząt Criadouro Onca Pintada. Z zawodu jest lekarką, jej mąż Luciano jest chirurgiem. W tygodniu pracują w Kurytybie, a na weekend przyjeżdżają do położonego na terenie ośrodka domu. Dowiedziałam się, że początkowo chcieli ratować jelenie i mazamy, jaguarami zajęli się przez przypadek.  Likwidowano zoo i jego właściciele nie mieli co zrobić z jaguarem Juką. Kiedy Cris i Luciano zobaczyli w jakich warunkach trzymano biedne zwierzę, bez wahania zabrali je do siebie. Juka żył jeszcze kilka lat w ośrodku i zostawił po sobie potomstwo: Belindę. Jego partnerka Fofo, po jego śmierci wpadła w depresję i znaleziono jej nowego partnera Paxę, z którym dorobili się dwójki dzieci: Zeusa i Isis. Ci zaś kochali się miłością nie tylko braterską i 8 kwietnia zeszłego roku na świat przyszedł Perseu.

Ten roczny jaguar uwielbia mleczko z butelki i będzie pierwszym zwierzakiem, którego poznam w ośrodku. Podczas, gdy ja wniosłam walizki do domu wolontariuszy i się odświeżyłam po podróży, Cris przygotowała mleko i poszłyśmy nakarmić Perseu. Dla mnie już na pierwszy rzut oka nie przypominał lamparta. Lamparty są piękniejsze. Ale oba te koty mają milusińskie futerko, z tą różnicą, że jaguary mają w rozetkach czarne kropki, podczas, gdy lamparty ich nie mają. Te pierwsze są też bardziej żółte. Jaguary są niższe, ale bardziej masywne i muskularne. Mają też większe głowy. Jaguary są podobno odważniejsze. Kiedy na swojej drodze spotkają większe od siebie zwierzę, większość lampartów wycofuje się, podczas, gdy jaguar potrafi nawet zaatakować. Swoją zdobycz te pierwsze wciągają na drzewo i ukrywają, podczas, gdy te drugie zakopują resztki ofiary w ziemi. Mimo, że zarówno jedne jak i drugie potrafią pływać, to jaguary uwielbiają spędzać czas w wodzie, podczas, gdy lamparty raczej jej unikają. Perseu w swojej klateczce ma wodospad i zbiorniki wodne, w  których uwielbia się bawić.

Poszłyśmy do niego we trzy Cris, ja i Kristina – wolontariuszka z Ukrainy. Kristina nie chciała go karmić, bo się bała, tak więc cała przyjemność przypadła mnie. Perseu nie lubi pić z dużych butelek, więc mleko przelewa mu się do mniejszych, z których tylko dwie mają smoczki, więc na bieżąco trzeba je zmieniać. Perseu na początku myślał, że mu zabieram mleczko i cały czas mnie przytrzymywał łapą, to było takie słodziakowate, ale też napierał na mnie, jakbym chciała mu uciec z tym mlekiem. Tak więc musiałam mu pokazać, że nigdzie się nie wybieram i nie zabieram mu mleczka. Z każdą butelką szło nam coraz lepiej. Potem dałyśmy mu jeszcze ugotowane na twardo jajeczka. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja go pokarmić, a może nawet się z nim pobawić.

Potem jeszcze dałyśmy jajka jego rodzicom. Zeus jest wspaniały. Podaję mu jajko na otwartej dłoni (tyle, że trzymanej poziomo i on od razu bierze je do buźki). Isis rzucamy jajka przez siatkę.

Cris oprowadziła mnie jeszcze po ośrodku. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak pięknego. Zwierzęta w swoich klatkach mają mnóstwo drzew, po których mogą chodzić , oczka wodne, a nawet wodospady. Przepiękne miejsce. Przez kraty pogłaskałam jeszcze pumę Afroditę i wyjca Blaze. Po ośrodku wolno chodzą ostronosy i aguti szary.

Nasz domek leży w samym centrum ośrodka, którego teren jest olbrzymi. Mam nadzieję, że się nie zgubię. Domek dla wolontariuszy mieści się nad kuchnią, w której będę zaczynała pracę. Znajdują się w nim dwie trzyosobowe sypialnie z łazienkami i kuchnia połączona z salonem. Jest też telewizor i komputer, ale Internet w zasadzie nie działa. Poza mną jest jeszcze dwudziestokilkuletnia Ukrainka, która od 6 lat mieszka w Szwecji. Kristina przyjechała tydzień przede mną.

Cris zaprosiła nas do siebie na kolację. Jak wracałyśmy widziałam kapibarę – największego gryzonia. Naprawdę jest duża – przypomina mega rozmiarów świnkę morską, sięgała mi prawie do kolan. Mogłyśmy ją pogłaskać. Już czuję, że będzie mi się tu podobało.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.