Lisku lisku

Kiedy Carolina zapytała mnie, które ze zwierząt pokochałam najbardziej, bez namysłu odpowiedziałam „lisku lisku”, czyli lisoszakala Tche. Moja odpowiedź chyba ją zszkowała. Oczywiście pokochałam też Perseu, Belindę, mojego Chicunia i Chicę, Afrodite, mrówkojady i tapira Antonię, ale Tche ma specjalne miejsce w moim sercu.

Tche polubiłam od pierwszego wejrzenia. Jeszcze dziś pamiętam jak przyszedł do mnie do siatki, żebym go pogłaskała.  Potem za każdym razem jak byłam w pobliżu Tche do mnie przybiegał, później nie musiałam go już nawet wołać, bo biegł do mnie. Przywierał do siatki, a ja go głaskałam. Zamykał oczka mój kochany. Kiedy byłam u niego w zagrodzie, starał się ze mną spędzać jak najwięcej czasu, więc podążał za mną, jak sprzątałam. Stawał na tylnych łapkach, a przednie opierał o mnie dojadając się pieszczot. Dawał buziaczki i co najpiękniejsze zamykał oczka jak go miziałam. To świadczy o jego ogromnym zaufaniu do mnie. Ale Tche był też łobuziakiem, kiedyś towarzyszył mi jak myłam ich misieczki. Wystarczyła chwila nieuwagi (chyba coś mówiłam do Natalii, jaki on jest wspaniały) i porwał zmywaczek, innym razem wyciągnął mi chusteczkę higieniczną z kieszeni i próbował uciekać. Natalia dziwiła się, bo ja wyjmowałam mu wszystko z pyszczka.

Najbardziej mnie śmieszy, kiedy u niego sprzątam. Zginam kolana i z gumowym wężem w ręku dokładnie myję chodniczek w ich klatce. Wtedy Tche wskakuje na mnie, opiera tylne łapki na mojej pupie i podąża za mną. Wolną ręką głaszczę go po szyi.

Tche mieszka z dziką lisiczka, o czym pisałam w jednym z poprzednich wpisów. Do tej pory była dla niego niedobra i podgryzała go kiedy do mnie przychodził, żebym go pogłaskała, a ostatnio sama zaczęła do mnie przychodzić. Jeszcze nie daje się głaskać, ale już mnie obwąchuje, ostatnio nawet nieśmiało polizała moją rękę.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.