Mexico City

Meksyk zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Miasto otoczone jest łańcuchem górskim, dlatego przylatujące samoloty muszą zrobić spiralę, czasem nawet dwie lub trzy, żeby wylądować. Pasażerowie zaś mogą obserwować miasto z lotu ptaka – niesamowity widok. Wrażeń dopełniło wejście na wieżę widokową – Torre Latinoamerica.

Centrum historyczne

Kiedy wyruszamy rano na spacer w stronę historycznego centrum, razem z nami Meksykanie zaczynają kolejny dzień. Robotnicy już ciężko pracują na budowie; dzieciaki w żółtych autobusach jadą właśnie do szkoły; jakiś przedsiębiorca w drodze do pracy zatrzymał się, żeby wyczyścić buty. Podczas, gdy pucybut poleruje jego obuwie, on, siedzi na kanapie pod daszkiem, czytając gazetę.

Mijamy budynek Poczty Głównej, dom z niebieskich kafli zwany Casa de los Azulejos, aż dochodzimy do Zocalo, głównego placu (jednego z największych na świecie), wokół którego znajdują się przepiękna katedra (jeden z największych i najstarszych obiektów sakralnych na zachodniej półkuli), pozostałości murów Tenochtitlanu i Pałac Narodowy(Palacio Nacional).

Niedaleko katedry na murku siedzą dwie babinki sprzedające pamiątki z Meksyku: szmaciane lalki, popielniczki, biżuterię. Nieco dalej także na murkach, siedzą Meksykanie z talerzami na kolanach, z kanapkami w rękach.

Przed wejściem do Pałacu Narodowego jesteśmy dokładnie przeszukani. Z głównego dziedzińca kierujemy się na schody. Na ścianach klatki schodowej możemy podziwiać mural Diego Rivery – Meksyk na przestrzeni stuleci (Mexico a Traves de Los Siglos), który przedstawia sceny z historii Meksyku – od czasów staro indiańskich aż po okres rewolucji. Żałuje, że nie skorzystaliśmy z usług jednego ze stojących pod schodami przewodników, który mógłby opowiedzieć nam więcej o tym przepięknym, pełnym kolorów i emocji dziele.

Na dole jest przepiękna wystawa portretów. Szczególnie jeden zapada mi w pamięć: starsza kobieta o siwych długich włosach i pomarszczonej twarzy, ze zmrużonymi oczami dotyka nosa i uśmiecha się.

Na dziedzińcu Palacio Nacional spotykamy wycieczkę szkolną. Wszyscy są w białych koszulach i ciemnozielonych swetrach. Dziewczynki w szarych spódnicach przed kolana, białych podkolanówkach i czarnych butach. Chłopcy w szarych, w kratkę, długich spodniach. Niektórzy noszą szaliki. Chłopcy chętnie ustawiają się do zdjęć z nami.

San Angel

Z historycznego centrum udajemy się na przedmieścia – do San Angel. Tutaj jest dużo mniej ludzi, momentami, oprócz nas, nie ma nikogo. Przyjemnie spaceruje się przez park czy idzie małymi uliczkami wzdłuż których stoją kolonialne domki. Jeden z nich należał do Fridy Kahlo i Diego Rivery. Tak naprawdę są to dwa, połączone mostem domy. Jeden nieco wyższy, biały. Drugi to niebieski, prostokątny klocek. Oba z bordowymi elementami. Z przodu „żywopłot” z kaktusów.

Xochimilco

Kolejnym punktem naszego dnia jest Xochimilco – przypominające labirynt rozgałęzione kanały, po których pływają kolorowe, przystrojone łodzie wycieczkowe o żeńskich imionach takich jak: Veronica, Laurita, Lucerita, Malenita, Vivarosita, Maria Elena, Carmelita. Mimo, że należymy tutaj do nielicznych (może nawet jedynych) turystów, ruch jest spory. Pływanie łódkami po kanałach jest bowiem popularnym sposobem spędzania czasu w stolicy Meksyku. Większość łodzi wypełniona jest meksykańskimi rodzinami i przyjaciółmi. Stoły uginają się od jedzenia i picia. Atmosfera jest wesoła. Niektórzy pasażerowie śpiewają, klaszczą i machają do tych, którzy siedzą w łódce, która ich właśnie mija. Jedna Meksykanka z łodzi, która akurat koło nas przepływała krzyknęła „Viva Mexico”, na co ja odkrzyknęłam „Viva Mexico”, a ona „I love you”  i zaczęła się śmiać radośnie.

W drodze powrotnej do hotelu zobaczyłyśmy stojącego biało – zielonego Garbusa – charakterystyczną dla Mexico City taksówkę. Zaczęłyśmy pozować przy samochodzie. Po czym podszedł do nas właściciel i dał nam kluczyki, żebyśmy mogły zrobić sobie też zdjęcia w środku samochodu; po czym (zostawiając nas z kluczykami i samochodem) wrócił do stojących nieco dalej kolegów, z którymi wcześniej rozmawiał.

Bazyliki Matki Boskiej z Guadalupe

Następnego dnia jedziemy jeszcze zobaczyć dwie bazyliki Matki Boskiej z Guadalupe (starą i nową). Na wzgórzu Tepeyac w 1531 roku Matka Boska objawiła się ubogiemu Indianinowi. Postawiono tam Kościół. Kiedy stara bazylika, zaczęła się popadać w ruinę, wybudowano nową nowoczesną bazylikę, do której udają się liczni pielgrzymi. Jest ona bowiem, największym i najczęściej odwiedzanym, po Watykanie, miejscem kultu chrześcijańskiego na świecie.

Muzeum Antropologiczne

Zwiedzamy także Narodowe Muzeum Antropologiczne (Museo Nacional  de Antopologia), które według przewodnika jest jedną z najważniejszych placówek muzealnych na świecie. Osobiście średnio mi się podobało i uważam, że można było lepiej spędzić ten czas. Byłam w podobnym muzeum w Chicago i było o niebo lepsze.

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.