Mezcal z robaczkiem i największe drzewo obu Ameryk (Oaxaca)

Oaxaca kojarzy mi się przede wszystkim z dziwnym jedzeniem i piciem. To tutaj próbowałam świerszczy, piłam mezcal z robaczkiem, degustowałam likierki i jadłam rękami w hali.

Na kolację poszliśmy do takiej hali – „Al pasillo de carnes asadas”, gdzie jadają chyba tylko miejscowi (przynajmniej nie widziałam żadnych turystów, a byliśmy tam parę razy). Surowe, pokrojone w cienkie plastry mięso jest wyłożone i wywieszone na stoiskach. Kolejno wybiera się produkty np. cebulkę na grilla, potem mięsko (do wyboru była wieprzowina, wołowina, chorizo- czyli kiełbasa), potem sałatki, a na koniec klaszcze się na Panią, żeby przyniosła tortille. Każdy produkt od innego sprzedawcy. Ci, którzy chcą usiąść muszą kupić coś do picia, bowiem stolikami zarządzał sprzedawca napojów. Dostaje się papierowe serwetki, a za talerze robią tortille. Mięso i sałatki dostaje się w misach. Limonki i przyprawy w małych miseczkach. Je się rękami. 1 kg mięsa kosztował nas 120 pesos, cola 10 pesos, 3 tortille – 3 pesos i do tego sałatka gratis.

Na deser zaś zjadłam świerszcza. Tuż przed halą stały Panie z wielkimi misami pełnymi świerszczy z różnymi przyprawami.  Oczywiście musiałam spróbować. Mój chyba był jeszcze nie do końca ugrillowany, bo jak go przegryzłam to mi się „ssikał” w buzi, tzn. wypuścił jakiś sok. Poza tym smakował trochę jak chips, czyli przede wszystkim czuć było przyprawę, jaką był posypany.

Potem przeszliśmy się jeszcze po mieście. Akurat trafiliśmy na jakiś pochód. Ludzie grali i śpiewali, niektórzy byli poprzebieranie. Wiele osób niosło „pochodnie”. Jakaś pani dała mi jedną, potem przekazałam ją komuś innemu. Na głównym placu Plaza de Armas (Plaza central) grał zespół, obok w większości starsze pary tańczyły tango. Jeszcze raz rzuciłam okiem na piękną katedrę, której budowę rozpoczęto w poł. XVI wieku, a trwała ona 200 lat.

Następnego dnia wybraliśmy się też na wycieczkę do fabryki mezcali (narodowej wódki meksykańskiej; gorszego rodzaju tequili), gdzie poznaliśmy proces powstawania tego trunku. Wódka ta powstaje z agawy. Z dojrzałej rośliny odcina się liście, pozostawiając tylko rdzeń, który się gotuje, a następnie miele. Tak powstała masa umieszczona jest w drewnianych kadziach i wymieszana z wodą. Następnie rozpoczyna się proces fermentacji i podwójnej destylacji. Potem była degustacja. Dla odważnych, czyli dla mnie:) mezcal z robaczkiem. Tequilla jest dużo lepsza. Za to polecam likierki – przepyszne.

Po drodze pojechaliśmy jeszcze do El Tule. 10 km na wschód od miasta znajduje się wioska Santa Maria del Tule. Tam rośnie najstarsze i największe drzewo obu Ameryk. Arbol del Tule ma ok. 2 tys. lat i jak głosi tablica ustawiona przed nim ma 42 m wysokości. Obwód jego pnia wynosi 58 m.

3 Komentarze

  1. Fajna przygoda, jestesmy pod wrazeniem zjedzenia swierszcza :), Drzewo robi wrazenie. Pozdrawiamy Slawek i Iwona.

  2. Szanowna Pani Malgosiu. Meksykanie podobnie jak Tajowie sa malymi klamczuszkami (co sie nie robi aby przyciagnac turystow). Najwieksze drzewo swiata rosnie w Parku Narodowym Sekwoi w Kalifornii. Drzewo o nazwie General Sherman ma 84 metry wysokości, 8 metrów średnicy pnia i waży 1200 ton. Najstarszym drzewem swiata jest „Drzewo Matuzalema” jest ono najstarszym zywym organizmem na naszej planecie i ma 5 tysięcy lat. Drzewo to rosnie w Gorach Bialych w Kalifornii. Lokalizacja prastarej sosny nie jest znana publicznie, aby chronic ja przed aktami wandalizmu.

    Pozdrawam Pania serdecznie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.