Mieszkając w jaskini

Leżąca na szlaku  machobane The Bushman cave była domem dla Buszmenów. Przez chwilę będzie naszym domem.

Po całodniowej wycieczce konnej, musiałam wspiąć się jeszcze na górę. Tam bowiem mieściła się jaskinia, w której mieliśmy spędzić noc.

Co gorsza jak chciałam się udać do toalety to znowu musiałam się wspinać wąską ścieżką, która momentami biegła nad przepaścią. Dodam, że było bardzo ciemno. Sam kibelek zrobiony był w ustronnym miejscu na górze, ale miał nawet deskę klozetową, a na gałęzi wisiał papier toaletowy. Na pewno było to udogodnienie, ale trochę dziwaczne w tych warunkach.

Kiedy my jeszcze jechaliśmy konno, Tendas przyjechał samochodem i wniósł wszystko na górę. Wszystko było super przygotowane: woda do umycia rąk i mydełko; naczynia, sztućce itd. Mieliśmy składane, grube materace. Rozpinało się zamek, a w środku była poduszka i kocyk, po zamknięciu materac zwijało się i zapinało paskiem. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem organizacji.

Kiedy weszliśmy na górę, ognisko było już rozpalone, a my oprócz wody i soku, dostaliśmy racuchy. Nie wspomnę, że ok. 16 jedliśmy kanapki i jabłka na lunch, a  była 19. Potem dostaliśmy jeszcze po sporym kawałku dyni i mięso z grilla. Z deseru zrezygnowałam. Rozumiem, że to był duży wysiłek, ale ileż można jeść. Ja przynajmniej nie byłam w stanie pochłaniać takich ilości jedzenia, mimo, iż było pyszne. Siedząc przy ognisku, opowiadaliśmy sobie różne historie. To był wspaniały wieczór. W takich warunkach mogłabym mieszkać:).

Śniadanie także było ogromne, ale mnie wystarczyły corfleksy. Maja pokazał nam jeszcze malowidła naskalne, które zrobili Buszmeni. Niestety były gorzej widoczne, niż te co widzieliśmy wcześniej. Straszna szkoda, bo to bardzo interesujące i z tych obrazków można się wiele dowiedzieć. Ci ludzie o żółtym kolorze skóry, byli myśliwymi lub zbieraczami. Żyli w klanach do 25 osób.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.