Miniaturowi „krewni” słonia i wiszące mosty

Szklak The Mouth, który prowadzi m.in. przez wiszące mosty w Tsitsikamma Nature Reserve to jedno z najpiękniejszych miejsc w RPA. Zaczynający się w Sandy Bay (koło restauracji i sklepu z souvenirami) szlak liczy 2 km. Niestety bardzo mało tu miejsc parkingowych i musimy czekać aż coś się zwolni.

Już na drodze widzimy pierwsze dassies, czyli góralki przylądkowe. To niewielkie futrzaste zwierzątko spokrewnione jest …. ze słoniem.  No cóż podobieństwa nie zauważam. Nie dość, że są wielkości królika, to jeszcze są futrzaste, a w dodatku skaczą po cienkich krzakach, a co jeszcze bardziej zastanawiające: utrzymują się na nich. Inną ciekawostką jest to, że góralki przylądkowe potrafią zagęszczać mocz, dzięki czemu są w stanie przeżyć spożywając niewielką ilość płynów. Od razu je polubiłam i szukałam możliwości zaprzyjaźnienia się. Żyjące w tych okolicach góralki są przyzwyczajone do ludzi, więc dopóki się do nich zbyt blisko nie podchodzi, nie ruszają się z miejsca. Jednak zrobienie obok nich zdjęcia było wyzwaniem.

Najpierw przeszliśmy przez plażę i weszliśmy na drewnianą platformę prowadzącą przez las. Góralki przylądkowe biegały po lesie, a także po platformie. Jak tylko próbowałam się do nich zbliżyć, od razu uciekały. Postawiłam na spokój. Nie robiłam gwałtownych ruchów, tylko się zatrzymałam.  Razem ze mną zatrzymał się jeden góralek, który bacznie mnie obserwował. Podsunęłam się kawałeczek bliżej, a on dalej stał. Byłam naprawdę blisko i już miałam spróbować go pogłaskać, kiedy jacyś turyści go spłoszyli.

Nie mieliśmy, aż tak dużo czasu, więc ruszyliśmy dalej, i tak co chwila zatrzymując się, żeby  porobić zdjęcia. Z góry zobaczyłam długi wiszący most na rzeką Storm, przez który mieliśmy przejść. Byłam zachwycona. To dla tego miejsca tu przyjechałam i jak na razie to tutaj najbardziej mi się podobało. Samo przejście przez most też było fajne, bowiem trochę bujało, zwłaszcza jak było na nim więcej osób. Na szczęście jak szliśmy byliśmy tylko my. Potem wspięliśmy się jeszcze na szczyt góry, żeby zobaczyć całą okolicę.

Przepiękne miejsce. Kiedy wracaliśmy, z naprzeciwka szło trochę osób. Potem mieliśmy do pokonania, jeszcze dwa krótsze i mniej spektakularne, ale też fajne wiszące mosty. Podobno trasa ta zajmuje godzinę i dwadzieścia minut. Nie mam pojęcia ile my szliśmy, ale zważywszy ile czasu poświęciłam na próbę zaprzyjaźnienia się z góralkami przylądkowymi, spędziliśmy tam więcej czasu.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.