Moi ulubieńcy – dingo

Najbardziej zaprzyjaźniłam się z trzema dingo. Dwa trzyletnie rudzielce to rodzeństwo: Tanami i Simpson. Tego drugiego można rozpoznać po białej końcówce ogona. Albinos, najbardziej podobny do wilka, to 11-letni Smigins.

Dingo poznałam bliżej już pierwszego dnia wolontariatu. Poszłyśmy z Rebeccą (opiekunką ssaków) je nakarmić. W udziale przypadło mi podanie jedzenia rudzielcom. Najpierw miałam wydać komendę siad, a jak ładnie czekały, podałam im miseczki z jedzeniem. Dingo dostają na obiad surowe mięso zmieszane z chrupkami dla psów. Tanami dała się nawet pogłaskać. Potem jak zabierałyśmy miski, to była okazja, żeby się z nimi pobawić. Latały merdając ogonkami, zaczepiały nas, żeby je głaskać, a Tanami dawała nawet buziaczki.

Swoją drogą uwielbiam Rebeccę. Jest cudowna, zawsze uśmiechnięta, fajna i pomocna. Dzięki niej miałam okazję poznać bliżej wiele zwierząt.

Wracając do dingo, które także uwielbiają Rebeccę, najpierw zaprzyjaźniłam się z Tanami. To ona pierwsza zaczęła przybiegać do krat, kiedy do nich mówiłam. Miałam bowiem w zwyczaju  przywitać się z dingo zaraz po przyjściu do ośrodka. Ich klatka była położona bardzo blisko pokoju dla pracowników, więc nie miałam daleko. Poza tym zawsze kiedy przechodziłam koło nich, mówiłam do nich. Jak miałam przerwę czasem się zatrzymałam, żeby je pogłaskać przez kratki. Potem także Simpson zaczął do mnie przychodzić. Czasami też szły ze mną, ja po drodze one w swojej klatce równolegle ze mną, jakby chciały mnie odprowadzić. Głaskałam je, a one lizały mi palce. Jakaż była moja radość jak Smigins zaczął przychodzić się ze mną przywitać. Kiedyś przechodziłam koło ich klatki, a one wszystkie merdając ogonkami biegły do mnie, ależ żałowałam, że nie mogłam do nich wejść. Na szczęście chwilę później spotkałam Rebeccę i okazało się, że ma ona dla nich jakieś snacki. Co prawda byłam tego dnia w innej sekcji, ale zawołała mnie i mogłam dać Tanami nóżkę (z jakiegoś zwierzęcia, może świni?).

Innego razu podczas przerwy obiadowej zobaczyłam jak Rebecca wychodzi z rudzielcami na spacer. Dingo chodziły codziennie na pół godzinny spacer, więc zapytałam czy mogę pójść z nimi. Po drodze mogłam dawać Tanami kulki z surowego mięsa. Rebecca pokazywała mi tricki jakich ją nauczyła. I tak Tanami np. miała mnie łapką zaczepić po ręce i polizać, żebym otworzyła rękę i jej dała jej mięsko, albo położyć się.

Najlepszym momentem, jeśli chodzi o dingo, było zbieranie misek. O ile trafiłam na Rebeccę zawsze była chwilka żeby się z nimi pobawić. Uwielbiałam te chwile. Czasem tylko dingo stresowały się jak dookoła było za dużo turystów.

Ostatniego dnia mogłam się pożegnać z dingo. Najpierw zaniosłyśmy im jedzonko. Simpson siadł zanim zdążyłam wypowiedzieć komendę:), a potem przyszłyśmy zabrać miski. Wtedy mogłam się z nimi jeszcze chwilę pobawić, a Rebecca porobiła mi zdjęcia:). Niestety moi ulubieńcy chyba nie zbyt lubią pozować, ale śmiesznie było. Tanami bardzo interesował mój aparat, wiec biegała za Rebeccą wkładając mordkę w kadr. Tego dnia Simpson bardziej się ze mną pieścił, ale Tanami też dała buziaczka na pożegnanie. Jak prawdziwa kobieta miewała swoje humorki:) Smigins też przyszedł się pożegnać i nawet on dał mi buziaczka. Kochany dingo.

Trzymanie dingo  w domu  w stanie Queensland jest zabronione. Nawet do ośrodka musieli mieć specjalne zezwolenia. Szkoda. Podobno w niektórych stanach można mieć dingo jako zwierzę domowe. Niestety mieszają się one z normalnymi psami, a gatunek zanika.

Dingo mieszkają w dwóch połączonych ze sobą takim „przejściem” klatkach. Mają tam rosnące drzewa, przewalone pniaki, kamienie, taką jakby piaskownicę, takie łóżeczko w „kamiennej jamie”. Sprzątanie u nich polega na zebraniu gówienek i resztek jedzenia, zmianie wody i zamieceniu liści. Uwielbiam u nich sprzątać, mimo, że wówczas ja jestem w jednej klatce, a one w drugiej.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.