Mój przyjaciel kangur

Jak wyjeżdżałam do Australii myślałam tylko o koalach. Nie sądziłam, że mojemu sercu bliższe staną się kangury. Do nich miałam najlepszy dostęp, bowiem jako jedyne zwierzęta w Lone Pine Koala Sanctuary żyły na otwartej przestrzeni. To właśnie kangury dostarczyły mi największych wrażeń. Niektóre z nich opisałam już w poprzednim wpisie o tych zwierzakach.

Większość wolnego czasu (godzinne przerwy obiadowe i po pracy) spędzałam na obserwacji koali oraz zabawach z kangurami. Z czasem zaczęły mnie już poznawać. Jedne były strasznie kochane i można było je głaskać za uszkiem i po boku, wiele z nich dawało też buziaczki; inne chętnie były karmione, ale na tym poprzestawały.  Moimi ulubieńcami było takie rodzeństwo kangurów czerwonych i mama z dzieciątkiem. Mama kangurzyca -  pozwalała mi się bawić ze swoim dzieciątkiem, nawet jak był u niej w worku. Rozpoznawałam ją po takiej ciemniejszej plamce w kształcie rombu na futrze. Liana znała wszystkie kangury (a było ich 140) i to po imieniu, zresztą sama je nadała.

Kangury czerwone mają najmilsze futro, takie mięciusieńkie w dotyku. Z turystami najmniej spoufalały się małe kangury wallaby.

Któregoś razu, kiedy po pracy poszłam nakarmić kangury; patrzę, a jednemu z brzucha coś wystaje. Patrzę dokładniej – łapa, he he. Potem mały wystawił też głowę. Innym razem mama leżała sobie na boczku, a mały był chyba głodny i tak ją noskiem zaczepiał w brzuch. W końcu się podniosła i mały włożył pyszczek do torby i zaczął ssać. Kiedyś widziałam taki różowy długi (ok. 2 cm) sutek. Mama zaś zaczęła go czyścić – lizać po grzbiecie. Kiedy na wolności rodzi się kangur płci męskiej, jak tylko dorośnie odchodzi, dziewczynka zaś zostaje z mamą.

Codziennie chodzę do kangurów, żeby się z nimi pobawić, czasami je karmię. To są moje kochane słodziaki. Czasem mnie obskoczą i wszystkie na raz chcą jeść z mojej ręki, wtedy dzielę granulat na dwie ręce i tak je karmię. Niektóre dają mi się głaskać czy to za uszkiem czy po boczku i dają mi buziaczki, moje maleństwa kochane. Czasem jest śmiesznie, jak kangur przednimi łapkami przytrzymuje sobie moje ręce. Jedne jedzą subtelnie po kilka sztuk granulatu, inne pożerają niemal całą garść na raz. Oczywiście im większy tym więcej je. Największe podobno ważą ok. 90 kg, czyli prawie dwa razy tyle, co ja. Co ciekawe, jak kangur – „mężczyzna” je mi z ręki, to potem inne nie ruszają tego jedzenia. Muszę zmienić rękę i wziąć świeży granulat.

Uwielbiam patrzeć na kangury, zwłaszcza jak stają na tylnych nogach i nasłuchują. Ogólnie są milusińskie, ale widziałam jak jeden okładał łapami natrętnego turystę:). Zdarza się też, że walczą między sobą – wtedy to dopiero jest kino. Najpierw okładają się łapkami, jednocześnie odchylając głowę do tyłu. Czasem też potrafią kopnąć przeciwnika tylnymi łapami. Najlepsze jednak są walki bokserskie, jak podskakują trzymając gardę i potem „boksują” ze sobą. Co za widowisko. Ciosy chyba nie są zbyt bolesne, bo nie wydają przy tym żadnych dźwięków.

Kangury żyją ok. 15-20 lat.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.