My name is Usnavy

Na Kubie, na której jest tyle nakazów czy zakazów dla jej mieszkańców, panuje pełna dowolność, co do nadawania imion. Swoje dzieci można nazwać jak się chce, aby nie Dolar (to jedyne zabronione „imię”). Tak więc można spotkać starszych panów o niespotykanym nigdzie indziej imieniu Usnavy (od amerykańskiej marynarki wojennej U.S. Navy).

Na Kubie do niedawna nie można było sprzedać samochodu ani mieszkania. Tymi drugimi  można było się ewentualnie wymienić.

Kubańczycy nie mogli też podróżować za granicę, a przemieszczanie się po kraju było bardzo utrudnione. Dla tych, co nie mieli rodziny w innych częściach kraju, barierą, często nie do pokonania, były noclegi (do niedawna hotele były dostępne tylko dla zagranicznych turystów).

Jeśli już jakiegoś Kubańczyka stać było na podróżowanie, też nie było to takie łatwe. Jedna z naszych znajomych z Hawany opowiadała, że musiała trzy miesiące wcześniej starać się o pozwolenie na wyjazd do Santiago de Cuba. Następnie godzinami musiała stać w kolejce po bilet na autobus bez pewności, że wystarczy dla niej miejsc. Zazwyczaj jak ma urlop to siedzi w domu, bo nie może nigdzie wyjechać ani wyjść (Kubańczykom nie wolno było wchodzić do większości hoteli i wielu pubów czy restauracji).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.