Na spacerze z gepardem

Uwielbiam spacery z gepardami, lampartami czy karakalami. Dla nich to pewna odmiana oraz możliwość poznania nowych zapachów i widoków.

Dzisiaj rano było jeszcze pochmurno, ale się rozjaśniło, wyszło słońce i robi się cieplutko. I niech tak zostanie. Kiedyś to mi pokazywano co i jak robić, teraz ja pokazuję innym i uczę ich kolejnych zadań. Miałyśmy dzisiaj z Karen – nową wolontariuszką, mierzenie poziomu natężenia prądu w ogrodzeniu i obserwacje. Wilki znowu radośnie mnie przywitały. Uwielbiam do nich chodzić.

Potem poszliśmy na spacer z gepardami: ja z Eden, Kyrre z Faith, Jaden z Gabrielem i Roxy z Dew. Jak tylko wyprowadziliśmy je za pomocą zabawek za ogrodzenie, Eden pobiegła za drugie ogrodzenie, gdzie jest ścieżka i dużo trawy, potem ładnie chodziła. W środku spaceru zrobiła sobie małą przerwę, ale potem znowu ładnie szła, a na koniec biegła za zabawką.  Zatrzymała się tylko przed wejściem na teren dla gepardów. Chyba nie miała ochoty na koniec spaceru, ale w końcu pobiegła do środka za zabawką. Tymczasem Gabriel na początku spaceru zafiksował się na czymś i tyle było jego spacerowania, Dew chyba też nie pochodził.

Potem karmiliśmy gepardy, najpierw zaprowadziliśmy je do zagrody, a następnie daliśmy im surowe kurczaki. Eden trochę pojadła, ale niemal każdy kawałek musiałam jej podawać z ręki do pyszczka, a czasami wręcz wyskubywać mięsko. Robię to tylko w  momentach, kiedy już jestem bezradna. Gepardy, to jedyne dzikie koty jakie znam, które trzeba namawiać do jedzenia.

Po południu robiliśmy porządki w sklepie. Doszła nowa dostawa magnesów i trzeba było je rozpakować, napisać ceny i nazwy na karteczkach , a potem je przylepić. Kiedy byłam w  sklepie, na wycieczkę przyszli bardzo mili ludzie i opowiadałam im o naszych zwierzętach. A kiedyś po mojej wycieczce jakaś dziewczyna chciała od razu zostać, żeby być wolontariuszkąJ

Następnie znowu pieliliśmy.  Z innego ośrodka przywieźli do nas trzy nowonarodzone czarne lamparty. Matka je odrzuciła i poprosili o pomoc w ich wychowaniu. Dwa niestety nie przeżyły, były wyziębione i zbyt słabe. Trzeci ma się świetnie. Przypomina mi się czas, kiedy karmiłam moje lwiczki: Lily i Ivy. Maleństwo jest trochę mniejsze od nich, ale tak samo łapczywie je mleczko z butelki jak one.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.