Niańczenie nosorożca

To właśnie Oliwia, dziewięciomiesięczny biały nosorożec jest powodem, dla którego wybrałam wolontariat w Moholoholo Wildlife Rehabilitation Centre.

Pół roku temu wówczas trzymiesięczna Oliwia trafiła do Moholoholo, po tym jak jej matka została zabita. Wszystko z powodu rogu, na który jest olbrzymie zapotrzebowanie. Sproszkowane rogi białych nosorożców wykorzystywane są w Indiach jako afrodyzjaki. W Chinach z rogu, kopyt, krwi i moczu robi się lekarstwa m.in. na serce, wątrobę, choroby skórne czy na gorączkę. Gatunek białego nosorożca na skraju wyginięcia znalazł się pod koniec XIX wieku. Chciałam poznać te niesamowite zwierzęta i przyczynić się do ich ratowania.

Oliwię poznałam pierwszego dnia pobytu. Nosorożec chodził wolno po ośrodku, a wolontariusze mieli 1,5 godzinne zmiany niańczenia jej. Zaczynaliśmy o 7 rano, a ostatnia zmiana kończyła się o 17.30. Na czas śniadania i na wieczór Oliwia była zamykana. Codziennie starałam się zapisywać na jej niańczenie. Oliwia na ogół była spokojna: spała albo jadła trawkę przemieszczając się wolno. Czasami coś w nią wstępowało i biegała jak szalona, wtedy niemal wszyscy uciekali przed nią chowając się za drzewami. Nosorożec może biec z maksymalną prędkością 48 kg/h. Oliwia była słodkim, głupiutkim dzieckiem, ale ciężko byłoby ją nazwać maluszkiem. Ważyła bowiem ok. 300 kg. Nosorożec biały jest największym nosorożcem i drugim największym ssakiem świata. Waga dorosłego osobnika może dojść do 1400 kg.

Oliwia cztery razy dziennie piła jeszcze mleko z butelki – z samego rana, o 11, 15 i wieczorem. Jednorazowo wypijała dwie duże butle mleka, w sumie ok. 16 l mleka dziennie. Któregoś razu Rachel (mama zastępcza Oliwii) zaproponowała mi, że mogę ją nakarmić. Najpierw wytłumaczyła mi, że jedną ręką mam złapać smoczek, a drugą trzymać butelkę, którą miałam co jakiś czas przekręcać o 90 stopni. To niesamowite doświadczenie karmić nosorożca. Oliwia miała ogromne, szerokie wargi (pomocne w zbieraniu nawet bardzo krótkiej trawy) i łapczywie piła mleczko. Potem jeszcze kilka razy miałam okazję ją karmić i uwielbiałam to.

Najbardziej lubiłam dni, kiedy Oliwia była spokojna. Można było ją wtedy pogłaskać po boczku albo mordce. Kiedyś nawet prawie dała mi buziaczka. W leniwy dzień leżałam sobie na stole, a ona obok niego. Kiedy się obudziła, jak zwykle zaczęła się ocierać o stół, położyła całą głowę na stole i mordką niemal dotknęła moich ust.

Ale nie zawsze było tak sielankowo. Kiedyś poszła w inną część ośrodka i zaczęła wyjadać granulat dla żyrafy. Podstępem schowałam przed nią obie miski z karmą, ale to ją strasznie rozwścieczyło. Zaczęła mnie gonić. Schowałam się za drzewo, a ona zastanawiała się jak mnie dopaść. Potem próbowała dopaść każdego kogo spotkała na drodze. Nawet pracownicy Moholoholo, którzy nie bali się jej, nie mieli tego dnia z nią łatwo. Juan klepną ją czapką po głowie, co zawsze ją uspokajało, ale tym razem rozjuszyło ją to jeszcze bardziej i próbowała go stuknąć. Mieliśmy niezły ubaw przy tym. Gorzej było jak Oliwia wpadała w taki nastrój, kiedy w ośrodku byli turyści, bo ciężko było ją wtedy kontrolować. Na ogół wystarczyło położyć jej czapkę na rogu i zmienić kierunek, ale nie wszyscy nosili czapki.

Trochę mi jej szkoda było, bo ona chciała się po prostu bawić, tylko nie bardzo miała z kim.

Poza tym mimo, iż miała grubą skórę, w jej ciele znajdowały się miejsca z cienką warstwą, w którą wbijały się kleszcze. Nie mogliśmy ich wyciągnąć, bo musi się sama nauczyć, jak z nimi sobie radzić, bowiem kiedy zostanie wypuszczona na wolność, będzie zdana na siebie. Dopiero jak kleszcze były ogromne, mogliśmy je wyjąć. Tak więc biedna Oliwia ocierała się o drzewa, stół, wywalała ławki.

Czasem jak ją niańczyliśmy siedzieliśmy na takiej niskiej szerokiej skale. Oliwia uwielbiała ją, bo wchodziła na nią i drapała się po brzuchu, nogach i mordce. Często też próbowała swoich sił i starała się coś przesunąć, albo przewrócić. Udawało jej się z łąwkami i była z siebie bardzo dumna.

Kiedy chcieliśmy, żeby do nas przyszła, albo podążała za nami wołaliśmy ją po imieniu, a jak to nie pomagało naśladowaliśmy sapanie he he i „ryliśmy nogami” w ziemi.

Mamą zastępczą Oliwii jest Rachel z Wielkiej Brytanii. Powoli już odzwyczaja ją od siebie. Kiedy Oliwia nie będzie już musiała pić mleka z butelki zostanie wypuszczona na wolność. Już od dawna czeka na nią miejsce w rezerwacie.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.