Niezwykła przyjaźń z czepiakami

Z Chico i Chicą – czepiakami czarnymi peruwiańskimi, polubiłam się od pierwszego spotkania. Szczególnie ceniłam sobie przyjaźń z nim, bo on nie przychodził do wszystkich. Kiedy przechodziłam obok ich klatki, Chica biegła do mnie i wystawiała ogon przez kraty do głaskania. Niemal całkowicie ślepy Chico przychodził, kiedy usłyszał mój głos, siadał tyłem do krat, żebym go miziała po karku. Uwielbiałam te momenty, siadałam na chodniczku, głaskając moje małpiszony. Zawsze je głaskałam, kiedy przechodziłam obok ich klatki i codziennie po pracy zaglądałam do nich. Moim marzeniem było jednak wejść do środka. Raz już byłam, ale chciałam więcej z nimi pobyć.

Któregoś dnia, kiedy skończyłam pracę i chodziłam po ośrodku robiąc zdjęcia, zobaczyłam, że Lair myje ich klatkę. Zapytałam ją czy mogłabym wejść porobić zdjęcia. Kiedy Chico mnie usłyszał, od razu zaczął iść w moim kierunku, ale Lair zaczęła go lać wodą, żeby się do nas nie zbliżał. Wytłumaczyłam jej, że on idzie do mnie. I przeszłam kawałek dalej, a Chico zmienił kurs, żeby do mnie podejść. Dałam Lair aparat, żeby uchwyciła ten piękny moment, kiedy będę mogła w końcu pogłaskać mojego ”Chłopaka” (Chico po hiszp., znaczy właśnie chłopaka). Ponieważ Chico jest w zasadzie ślepy, właśnie z tego powodu większość pracowników ośrodku mu nie ufała. Chico podobno potrafił ugryźć. Ja mu zaufałam, był moim przyjacielem. Nie przestawałam do niego mówić, żeby mógł mnie zlokalizować i żeby wiedział, że to moja ręka. Podszedł do mnie, a ja po raz pierwszy nie przez kraty pogłaskałam go po karku. Mój kochany Chicunio odwrócił zadowoloną mordkę w moim kierunku. To była niesamowita chwila: czyste szczęście. Lair była nieco zszkowana.

Innym razem znowu namówiłam Alana, żebyśmy poszli do Chici. Tym razem nie tylko dała mi się pogłaskać, ale najpierw złapała mnie ogonem za rękę, a potem podała mi łapeczkę i poszłyśmy na spacer. Co więcej od razu do mnie podeszła, jak tylko weszłam do klatki. Jesteśmy już najlepszymi przyjaciółkami. Takie chwile, kiedy zwierzę Cię totalnie zaakceptuje i pokocha, to jedne z najpiękniejszych rzeczy w życiu. Tym bardziej, jest to cenne, jeśli zwierzęta te nie akceptują każdego.

To niesamowite jak się buduje przyjaźń, jak zwierzęta otwierają się przed nami, każdy dzień przybliża nas do nich. Za to kocham wolontariat.

Dziękuję Wam Chica i Chico. Na zawsze zostaniecie w moim sercu.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.