Noc spędzona na kubańskim komisariacie

Niestety poznałam też ciemną stronę Kuby. Kiedy wracaliśmy we trójkę w Trinidadzie z imprezy na otwartym powietrzu i szliśmy wzdłuż miasta (mieszkaliśmy prawie na samym końcu) zauważyłam dwóch chłopaków: białego i czarnego. Biały był w pomarańczowej koszuli i raczej przypominał czystej krwi Niemca niż Kubańczyka. Jego twarzy nie zapomnę do końca życia. Czarnoskóremu się zbytnio nie przyjrzałam. Początkowo myślałam, że podobnie jak my są turystami i może się zgubili, bo tak dziwnie się rozglądali. Kiedy dołączył do nich jeszcze jeden czarnoskóry chłopak z pustą butelką po rumie w ręku, wiedziałam, że coś jest nie halo. Szli drugą stroną ulicy, kiedy my przeszliśmy na ich stronę, oni przeszli na drugą. Kiedy my przyspieszyliśmy, oni też. Tak więc szliśmy jakby nigdy nic. Eli też wiedziała, że coś tu nie gra, natomiast Eckhart do samego końca był przekonany, że nic złego się nie dzieje. Na szczęście nasz dom (casa particular) był coraz bliżej. Niestety szliśmy drugą stroną ulicy. Jak byliśmy kawałek od niego dałam znak Eli i skoczyłam jak gazela do drzwi, w które zaczęłam walić z całej siły. Eli i Eckhart przybiegli do mnie, a zaraz po nich rzucili się na nas Ci trzej Kubańczycy. Ten, który do nich dołączył stanął z butelką wymierzoną w Eckharta. Ja stałam między drzwiami, a ścianą domu i trzymałam Eli z całej siły. Dwaj pozostali ciągnęli przewieszoną przez jej szyję torebkę. Eckhart nawet nie drgnął. Jak później wyznał przez cały czas nie mógł uwierzyć, że to się dzieje na prawdę.

Kiedy drzwi naszego domu otworzyły się, wpadłam do środka puszczając Eli. Zaczęłam krzyczeć:„mi Amiga” („moja przyjaciółka”).  Niestety napastnicy w tym czasie zyskali chwilę przewagi i ciągnęli ją po bruku, aż w końcu zerwali jej torebkę i uciekli. Zabrali jej wszystkie dokumenty, pieniądze i telefon komórkowy.

Od razu chcieliśmy jechać na policję. Tymczasem nasi gospodarze robili wszystko, żeby to opóźnić. Okazało się, że nie spisali naszych dokumentów (co było ich obowiązkiem). Potem wymyślili, że jak będą nas pytali, to tylko my u nich nocujemy, a Eckhart tylko nas  odprowadzał. Chcieli zaoszczędzić na podatku od turystów. Nam było wszystko jedno. Chcieliśmy tylko jak najszybciej dostać się na policję. W dodatku nasz gospodarz był po alkoholu i musiał znaleźć kogoś, kto mógł prowadzić samochód – oczywiście amerykański z lat 50-tych. Do najwygodniejszych to on nie należał.

Na komisariacie siedzieliśmy do 5 rano składając zeznania. Ponieważ dokładnie zapamiętałam twarz jednego z napastników musiałam oglądać całą bazę kryminalistów. Tam go nie było. Aczkolwiek jeden wyglądał jak jego ojciec. Potem dyżurny policjant próbował naszkicować jego portret pamięciowy, ale jak tylko zbliżał się do jego wyglądu musiał coś popsuć. W końcu straciłam cierpliwość.

Szczęście w nieszczęściu – Eli była Hiszpanką. Kiedy na lotnisku poprosili ją o paszport, pokazała dokument policyjny, że została okradziona. Pracownik lotniska nie wiedział, co zrobić i zapytał swoją koleżankę, ta zapytała, a skąd ona jest. – Z Hiszpanii. – Jak z Hiszpanii to puść ją. I tak szczęśliwie wróciliśmy do swoich domów.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.