Osierocone wiewiórki

Podczas mojego wolontariatu do ośrodka trafiły także dwie osierocone wiewióreczki. Nie wiemy co stało się z ich mamą. Opiekowała się nimi moja współlokatorka Sara, a ich lokum było w domku, z którym miałyśmy wspólne drzwi, więc czasami towarzyszyłam Sarze podczas karmienia i mogłam się też z nimi pobawić. Małe były bardzo żwawe, zwinne  i sprawne.

Ogon podczas skoków pełni rolę steru, służy im także do porozumiewania się, a w nocy robi za kołderkę. Niektóre gatunki wiewiórek są w stanie odnaleźć orzechy zakopane w ziemi na głębokości 30 cm. Od małego uczą się też rozpoznawać orzechy jadalne od pozostałych. Śmiertelność wśród nowonarodzonych wiewiórek jest bardzo wysoka. Co czwarta umiera wciągu pierwszych 12 miesięcy życia.

Sara w maleńkie strzykawki nabierała mleczka, podgrzewała je w kubku z gorącą wodą, a potem karmiła i czyściła wiewiórki. To musiała być bardzo precyzyjna robota, mleczko trzeba było podawać wolno, żeby się nie zakrztusiły, a one chłeptały łapczywie. Jedna być może była chora, bo zawsze przekręcała głowę na bok i była trochę mniejszą. Na razie nie wiedzieliśmy jakiej są płci. Wiewiórki mają bardzo dobry wzrok.

Mieliśmy też dwa dujkery. Jeden całkiem maleńki, a  drugi już odchowany biegał wolno po ośrodku. Odróżniałam ją od innych po tym, ze przychodziła do mnie, żebym ją pogłaskała. Dawała też buziaczki, a potem sobie szła.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.