Pędzący osioł

Kiedy pojechałam do mojej siostry w odwiedziny na Cypr, zabrała mnie na przejażdżkę osłami. Początkowo byłam trochę niezadowolona, bo nie dostałam największego osła (wydawał mi się najfajniejszy), poza tym mój zwierzak cały czas wsadzał nos w tyłek innemu osłowi. Najpierw rwał się i przepychał, żeby tylko wyjść za bramę, a potem stanął na polance i sobie podjadał. Nie było sposobu, żeby go ruszyć. Kiedy już wszystkie osły nas minęły, mój pognał jak szalony, pędziliśmy wyprzedzając innych uczestników wycieczki. Jak się przepychaliśmy między nimi, tylko krzyczałam przepraszam, sorry. Czułam się jakbym galopowała na koniu, tylko w wersji mini. Jak tylko dotarliśmy na początek grupy wsadził nos w tyłek pierwszemu osłowi (podobno to była jego mama) i oddalił się na polankę i znowu smacznie sobie wcinał. Znowu pozostawał głuchy na moje prośby i groźby, żeby się ruszył. Jak tylko wszyscy nas wyprzedzili, znów włączył super przyspieszenie i gnaliśmy między innymi osłami i tak w kółko aż dotarliśmy do celu. Na koniec dowiedziałam się, że mój osioł nazywa się Schumacher :) Bo tak jak Michael Schumacher jest statystycznie najlepszym  kierowcą w historii Formuły 1, tak mój osioł jest najszybszy wśród osłów.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.