Pieszo po Dubaju

Moje pierwsze skojarzenie z Dubajem: miasto, po którym jeździ się tylko samochodem. Czytałam w jakiejś książce, że tam nie ma nawet chodników, ale jak się okazało to nie do końca prawda. Przynajmniej część Dubaju można zwiedzać pieszo. Wybierając hotel, chciałam, żeby leżał w pobliżu jednej z najstarszych dzielnic Bastakijji, Bur Dubaj i zatoki.

Na lotnisku w Dubaju, powitała mnie niespodzianka. Ludzie przebrani w stroje z lat 60-tych  zaczęli tańczyć. Niestety musiałam stać za ich plecami, bo nie chciałam, żeby mi mój transport uciekł. Byli cudowni: roześmiani, pozytywnie nastawieni do życia i super tańczyli. Kiedy tylko robili obroty, albo wężyk i ich wzrok skierowany był w moją stronę, uśmiechali się do mnie, a niektórzy nawet mi machali. Wiem, że do mnie bo po tej stronie stałam tylko ja.

Zebrała się całkiem spora grupka obserwujących ich ludzi, wszyscy się gapili, nagrywali filmy i robili zdjęcia, ale jak występ się skończył, tylko ja biłam brawa. Czasem nie rozumiem tego świata. Artyści odwrócili się do mnie i pomachali do mnie uśmiechnięci.

Mój kierowca zawiózł mnie do hotelu i po paru godzinach snu byłam już na nogach. Chciałam jak najwięcej zobaczyć. Miałam czas tylko do 15, bo o tej porze miał mnie odebrać kierowca na pustynne safari.

Miałam świadomość, że Dubaj nie jest w moim guście, ale skoro nadarzyła się możliwość, chciałam zwiedzić to miasto. Uwielbiam spacerować, bo wtedy można najwięcej zobaczyć, wszędzie wejść, przystanąć. To, co mnie najbardziej uderzyło, to brak kobiet na ulicach i w knajpach. Wiedziałam o tym, ale mimo to czułam się dziwnie.

Zwiedzanie zaczynam od jednej z najstarszych dzielnic Bastakijji. To zaledwie 300 metrów szerokości i 200 metrów długości.

Będąc w tych okolicach można odwiedzić mieszczące się w najstarszym budynku w mieście Muzeum Dubaju i poznać historię rozwoju metropolii. Patrząc na położony pośrodku  restauracji, domów i hoteli budynek, ciężko sobie wyobrazić, że kiedyś to miejsce znajdowało się na skraju miasta i pustyni. Okrągła wieża, która stanowi najstarszą część budynku, powstała w 1787 roku. Przed  głównym wejściem stoją armaty.

Chodzę po malutkich uliczkach, kierując się w stronę Textile Souk. To jeden z najstarszych bazarów w Dubaju, dlatego nazywany jest też starym bazarem. Ten rozciągający się wzdłuż brzegów Zatoki Dubaju targ powstał w drugiej połowie XIX w. Wrażenie robi kunsztownie zdobiony dach. Sam bazar niczym się specjalnie nie wyróżnia. Po obu stronach przykrytej rzeźbionym dachem alejki stoją sprzedawcy z Indii i Pakistanu sprzedając ubrania, souveniry, obrusy, buty. Cała masa podobnych sklepików i stoisk.

Przechodzę koło kolorowych straganów, a sprzedawcy wołają na mnie Shakira. Shakira wstąp do mnie, oglądanie nic nie kosztuje, zobacz itd. Z czasem zaczyna mnie to denerwować. Zależy mi, żeby jak najwięcej zobaczyć, a mam mało czasu, więc nie chcę marnować go na zakupy. Zresztą te wszystkie stoiska są do siebie tak podobne, że po chwili patrzenie na wystawy staje się monotonne.

Kieruję się w stronę zatoki. Tu wypijam sok z trzciny cukrowej, który uwielbiam i wsiadam do Abry, tzw. taksówki wodnej. To stara, prosta drewniana łódź, która jest popularnym środkiem komunikacji wśród lokalnej ludności. Mieści się na niej ok. 20 osób. Na brzegu proponują mi przejażdżkę turystyczną wzdłuż zatoki, ja natomiast wybieram tradycyjną przeprawę na drugą stronę. Wchodzę po drewnianym mostku, z którego muszę wskoczyć na łódź. Jest już prawie pełna. Za mną wchodzą dwie kolejne osoby i ruszamy. Na środku łodzi jest drewniany podest, siadam na nim. Jestem jedyną kobietą. Mężczyzna, który siedział obok mnie, przesiadł się miejsce dalej. Resztę dostaję jako ostatnia, tutaj kobiety nie mają pierwszeństwa. Ze stacji Dur Dubaj do Deira Old Souq płyniemy kilka minut. Przejazd na drugi brzeg kosztuje złotówkę, wycieczka turystyczna – godzina pływania po zatoce – 120 zł.

Chodzę w labiryncie uliczek i raczej korzystam z wrodzonego zmysłu orientacji aniżeli mapy, która okazuje się być średnio przydatna. W końcu znajduję targ przypraw. Niestety jest piątek, więc tylko jedna alejka zapełniona jest stoiskami, a pozostałe są puste.

Bazar przypraw  Spice Souk stanowi część Starego Targu w Dubaju. Przed sklepami powystawiane są wielkie materiałowe worki z przyprawami: cynamonem, kardamonem, szafranem itd. Wszystko można powąchać, któryś ze sprzedawców daje mi do spróbowania przygotowany szafran. Jest pyszny, słodziutki. Będąc w tej część można udać się jeszcze na bazar złota.

Dubaj można zwiedzać z przewodnikiem. Po mojej średnio udanej wycieczce zastanawiałam się czy jednak nie byłaby to lepsza opcja. Od poznanych później Australijczyków dowiedziałam się, że niekoniecznie.

Największym problemem było dla mnie znalezienie czegoś do jedzenia. W małych restauracjach gnieździli się mężczyźni, którzy jak tylko otworzyłam drzwi przeszywali mnie wzrokiem. Podczas całego przedpołudnia nie spotkałam żadnej kobiety. W końcu weszłam do pierwszej, lepszej knajpy. Jak się okazało mieli też stoliki na piętrze i tam mnie skierowali, żebym nie siedziała koło mężczyzn. Potem podali mi droższą od zamówionej potrawę. No cóż, nie będzie to moje ulubione miasto.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.