Pingwinka z Madagaskaru, czyli na ratunek pingwinom

Z 4 mln pingwinów zostało zaledwie 24 tys. par. W Sanccob ratuje się życie tym niezwykłym zwierzętom. Według badań działania ośrodka przyczyniły się do 19 proc. wzrostu populacji pingwinów.

Od dawna miałam w planach wolontariat z pingwinami, dlatego będąc w Kapsztadzie postanowiłam wykorzystać przedpołudnie na poznanie ośrodka, do którego może jednego dnia pojadę. Fundacja Sanccob – (The Southern African Foundation for the Conservation of Coastal Birds – Południowoafrykańska Fundacja Ochrony Ptaków Przybrzeżnych) to wiodąca organizacja non profit zajmująca się ochroną m.in. pingwinów. Umówiłam się na zwiedzanie ośrodka.

Przyzwyczaiłam się do wielkich parków na otwartym powietrzu, tymczasem ośrodek rehabilitacji pingwinów wydaje mi się maleńki. Po wejściu na teren centrum, muszę poczekać na opiekuna, który mnie oprowadzi. Obserwuję pingwiny w zagrodzie wielkości dużego pokoju. Później się dowiem, że to miejsce, w którym przebywają ptaki, które z różnych powodów nie będą mogły wrócić na wolność lub takie, które wymagają długofalowej rehabilitacji. Do siatki, przy której stoję podszedł pingwin. Zupełni inny niż pozostałe. Podczas, gdy pingwiny afrykańskie są biało-czarne i mają czarne dzióbki, ona ma czerwony dzióbek i żółte sterczące włosy. Zadziera dzióbek do góry i mi się przygląda. Potem normalnie pozuje do zdjęć, rozpościera skrzydła, obraca się, pokazuje jaka jest piękna.

Pozostałe pingwiny nawet nie zwróciły na mnie uwagi, niektóre pływają, inne wygrzewają się na słońcu, ona natomiast mam wrażenie, że chciałaby nawiązać ze mną kontakt. Kiedy po zwiedzaniu wrócimy do nich, tylko w inne miejsce, ona znów przyjdzie do siatki, przy której będę stała, ale nie wyprzedzajmy faktów.

Zaczynam zwiedzanie. W ośrodku obecnie znajdują się 133 pingwiny afrykańskie, „moja koleżanka” i 19 innych ptaków morskich. Trafiają tu zranione ptaki, z sierścią w oleju, sieroty, a nawet jajka. Pracownicy i wolontariusze robią, co w ich mocy, żeby uratować im życie i po rehabilitacji wypuścić je na wolność. Nowo przybyły osobnik musi zostać najpierw oznakowany specjalnym numerem, który przyczepia mu się do skrzydła, tak aby można było go rozpoznać. Kolejnym krokiem jest założenie karty, w której znajdą się informacje o jego wieku (pisklę 0-4 mies., niebieski  4-7/8 mies., młodzieniec 7/8-12 mies., dorosły), dlaczego trafił do Sanccob, skąd został przywieziony, czy jest ciężko ranny, czy był odwodniony itd. Następnie ptak trafia do odpowiedniej sekcji zwanej tu PIN.w karcie zapisywany jest cały proces leczenia np. ile razy był pojony itd.

Jeśli przywieziony pingwin był zalany w oleju, jest on głodny i odwodniony (olej na piórach pozbawia go możliwości pływania, a więc także zdobywania pokarmu), dlatego najpierw musi nabrać siły. Przez tydzień do dwóch tygodni ptak dochodzi do siebie, a następnie jest myty. Czynność tą wykonują cztery osoby, dwie namydlają go – jedna trzyma pingwina, druga czyści go szczoteczką. Ważne żeby dokładnie wyszorować całą sierść. Następnie dwie zmywają go. Cały proces maksymalnie może trwać dwie godziny, bowiem jest dosyć stresujący dla zwierzęcia.

Po obejrzeniu miejsca, w którym są czyszczone pingwiny, mijamy klatki ze zranionymi osobnikami. Jest ładna pogoda, dlatego stoją na dworze. Następnie kierujemy się do części z inkubatorami, w której nie mogę się odzywać, żeby nie straszyć maluszków. Wstęp do budynku z inkubatorami mają tylko określone osoby, które muszą zachować ścisłą higienę. Musimy przejść na tyły budynków. Stąd przez okno mogę zobaczyć dwa inkubatory. Jeden, w którym dojrzewają jajka, drugi, w którym wykluwają się małe. Inkubatory wyposażone są w najnowocześniejsze technologie, które pozwalają oszacować pracownikom, kiedy pingwin zacznie się wykluwać, dzięki czemu mogą w porę przenieść go do innego inkubatora.

Jajka zostały znalezione na czyjejś posesji, albo porzucone, bo mama, która poszła zapolować i już nie wróciła. Obecnie jest ok. 6 jaj w specjalnych inkubatorach. Najwięcej jest ich w październiku.

Na wolności małe wykluwają się między 38-42 dniem. Kiedy ich waga przekroczy 1,5 kg przenoszone są do kolejnej sekcji, w której zrzucają futerka. Następnie uczy się je pływać. Codziennie spędzają ok. godziny – dwóch w wodzie. Wpuszczane są do specjalnego basenu, który jest zamykany na czas pływania, a następnie otwierany i małe wracają do klatek. Wolontariusze i pracownicy karmią je ręcznie, wkładając rybki do gardeł. Co tydzień robi im się badanie krwi. Tylko w ten sposób można poznać płeć pingwina oraz dowiedzieć się czy jest już w pełni zdrowy.  Od 2001 roku Sanccob wypuścił 2425 wyklutych w centrum z jaj pingwinów.

Pingwiny, które straciły oko, mają trwałe uszkodzenia skrzydeł lub ciała czy te, które przestały być wodoodporne na zawsze zostają w ośrodku. I tu wracamy do miejsca, w którym zaczęłam swoją wycieczkę. Pingwiny mają tu piasek, skałki, drzewa i basen. Same budują swoje gniazda. Znowu  przychodzi do mnie Rocky – tak się nazywa moja znajoma pingwinica. Od razu zaczynam o nią wypytywać, bowiem zdobyła moje serce. Przygląda mi się, chyba chciałaby, żebym ją pogłaskała. Szkoda mi jej, bo ona jedyna jest inna od wszystkich. Przy tym jest taka wspaniała. Rocky przypuszczalnie została złapana w sieć rybacką i wypuszczona w RPA. Prawdopodobnie pochodzi z Madagaskaru. Do ośrodka trafiła pięć lat temu mając rok. Obecnie w tej części mieści się 40 pingwinów.

Od momentu założenia w 1968 roku pracownicy fundacji ocalili ponad 95 tys. zalanych olejem, zranionych czy porzuconych pingwinów afrykańskich i innych ptaków morskich. Fundacja współpracuje z mniejszymi jednostkami. Jej działania koncentrują się na południowoafrykańskich pingwinach, bowiem ptaki te są zagrożone wyginięciem, a  ich liczba szybko spada. Według danych Sanccob na początku XX wieku liczbę pingwinów afrykańskich żyjących na wolności szacowało się na 4 mln osobników. W 2012 roku na wolności żyło ok. 24 tys. par. Główną przyczyną wymierania pingwinów jest utrata naturalnych siedlisk, masowy połów ryb, zanieczyszczenie powietrza i wody m.in. wyciekami oleju.

Celem fundacji jest utrzymanie zdrowej populacji pingwinów poprzez rehabilitację i research, wzrost zainteresowania i szerzenie wiedzy oraz popularyzowanie zachowani sprzyjających rozwojowi życia morskiego.

Możliwa jest adopcja pingwina. 500 randów ok. 151 zł, przeznaczone jest na jego rehabilitację do czasu wypuszczenia na wolność. Dodatkowo samemu można nazwać pingwina.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

2 Komentarze

  1. Chciałam się zapytać jak dokładnie można adoptować pingwina? Chodzi mi między innymi o to, że na jaką stronę muszę wejść, aby to zrobić, ile mam wpłacić pieniędzy i na czyje konto?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.