Pocałunek lamparta na pożegnanie

To był mój ostatni dzień w Cheetah Experience. Powinno mi być smutno, ale tak się cieszę, że nadal tu jestem. Nie myślę o tym, że to ostatni dzień, tylko cieszę się każdą minutą pobytu. Zwłaszcza, że nic nie muszę, nie mam dzisiaj żadnych obowiązków, mogę robić co chcę. Jadan –opiekun wolontariuszy, przyszedł do mnie, żeby mi powiedzieć, że mimo, iż nie mam obowiązków zapisał mnie na spacer z Zorro – myślałam, że go za to uściskam. Staram się bowiem spędzać tyle czasu z Zorro, ile to możliwe. Ale Zorro był dzisiaj w dziwnym nastroju, nawet się ze mną nie przywitał. Było mi strasznie smutno z tego powodu, bo był to mój ostatni dzień i ostatnie wspomnienia z moim kochanym Zorro. Podczas spaceru chciał iść tylko w kierunku, z którego coś śmierdziało i szukał brudów. Bez problemu jestem w stanie go utrzymać, ale to jest takie ciąganie się z nim. Nawet nie poszliśmy na łąkęL

Zrobiłam część obchodu pożegnalnego. Panthera zszedł z drzewa i podszedł do mnie, żeby mnie polizać po ręce i żebym mogła go pogłaskać. Shakira pierwsza do mnie przybiegła. Nikita jak tylko mnie zobaczyła szybko do niej dołączyła. Shakira ma takie mięciutkie futerko przy szyi, Nikita ma bardziej szorstkie. Ale i tak obie je uwielbiam. Nikita chyba czuła, że był to mój ostatni dzień. Wilki to bardzo mądre zwierzęta. Są przepiękne. Cieszę się, że miałam okazję je poznać osobiście, bo to jest jedna z najbardziej niezwykłych przyjaźni w moim życiu.

Potem po raz ostatni karmiłam moją kochaną Eden. Zmielone mięsko z suplementami musiałam podać jej z ręki, ale właściwe jedzonko, pięknie jadła. Zjadła niemal dwa całe kurczaki, zostawiając tylko kości. Przy trzecim podeszła do nas Dew i Eden odeszła, więc musiałam za nią podążać, ale po pierwszym gryzie z ręki znowu zaczęła jeść i zjadła prawie wszystko. Byłam taka z niej dumna, bo Eden jest niejadkiem. Jak Rene to usłyszała, to powiedziała, że muszę z nimi zostać. To takie wzruszające.

Na koniec Riana powiedziała, że Bóg mnie do nich przysłał, wiec zrobiło mi się ogromnie miło. Cintia zrobiła dla mnie kartkę pożegnalną, na której inni wolontariusze napisali do mnie bardzo miłe słowa. Bardzo się ucieszyłam z tego drobiazgu i wzruszyłam czytając wpisy.

Dzisiaj też karmiłam Hope i Horizona. Oba z powrotem jadły całe nóżki z kurczaka. Najpierw ważona jest miseczka z całą zawartością, a potem kości, które zostawiły. To oraz waga mięska, które zjadły zapisywane są w specjalnym zeszycie.

Po lunchu namówiłam Mieke  i Karen, żebyśmy poszły do Zorro i Pardus. Chciałam się pożegnać. Zorro od razu przyszedł do mnie się przytulić, za co mu byłam wdzięczna. Zniknął dziwny humor z poranka i wrócił „stary”, kochany Zorruś. Tak strasznie go kocham. Pocałowałam go w czółko, siadł na moich nogach, mój koteczek :)  Wypieściłam go, a potem wskoczył do Pardus na murek. Jak już miałyśmy wychodzić jeszcze podeszłam do nich i Zorro przyszedł do mnie, polizał mnie po buzi, a potem zeskoczył, żebym go mogła jeszcze przytulić. Do dziewczyn nawet nie podszedł. Mój kochany. To było cudowne pożegnanie, ale będzie mi ciężko się z nim rozstać.

Byłam też popieścić moje kochane Eden i Faith, nawet nie chcę myśleć, że po raz ostatni. Eden skradła moje serce, małymi kroczkami zdobyła je na zawsze.

Większość popołudnia spędziłam z moimi maluszkami, one są takie śmieszne. Jak się położyłam, Hope wskoczył na mnie i chodził po moich plecach. Horizon jest większym miluszkiem i lubi jak go głaszczę, tymczasem Hope woli mnie zaczepiać, ale też się daje głaskać. Dzisiaj Horizon siadł koło mnie i się przyglądał. On ma taką śmieszną mordkę, wygląda jakby był naburmulony, a  przy tym jest taki słodki. Znowu mogłam je z Cintią nakarmić.

Mój Maksio, zazdrośnik, wszystkich dzisiaj odganiał, jakby czuł, że to mój ostatni dzień i chciał się ze mną wymiziać na przyszłość i mieć mnie tylko dla siebie. Karen siadła na podwyższeniu (w środku jest taka mała klateczka, w której zamyka się Maksa w porze jedzenia, albo Amy jak wchodzą turyści) i Amy zaczęła się nią interesować, więc powiedziałam jej, że lepiej będzie jak zejdzie, bo inaczej Amy ją dziabnie. Nie posłuchała mnie. Amy wskoczyła na murek i ugryzła ją w tyłek. Karen na szczęście była w jeansach, więc nic jej się nie stało.

Cheetah Experience, to niesamowite miejsce. To wspaniały przywilej móc być tak blisko z dzikimi zwierzętami. Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy Zorro się do mnie przytulał, nocy spędzonych z Eden i Faith, wilków, które zaakceptowały mnie pierwszego dnia i stały się  moim przyjaciółkami, moich karakali, u których byłam codziennie, serwali, surykatek, Oriona. Cheetah Experience to także wspaniali ludzie, którzy byli dla mnie niemal jak rodzina.

Zgodnie z tym co powiedziała Riana, pewien etap dobiegł końca, ale to dopiero początek mojej przygody z Cheetah Experience. Moją misją stała się pomoc temu ośrodkowi w znalezieniu sponsorów, którzy pomogą urzeczywistnić marzenie Riany, jakim jest wypuszczenie gepardów na kontrolowaną wolność. A do tego potrzebna jest ziemia, ogrodzenia pod napięciem, naturalna żywność i specjalne obroże monitorujące. Riana bowiem chce mieć pewność, że wypuszczone przez nią gepardy przeżyją. W naszym ośrodku mieliśmy koszulki z oczami geparda i napisem: Looking for human to save us. Jeśli ktoś z Was chciałby pomóc piszcie do mnie goskablog@gmail.com. Znajdziecie mnie też na FB: www.facebook.com/swiatoczamigoski, albo wejdźcie na stronę ośrodka:
http://www.cheetahexperience.com/
. Liczy się każde, nawet najmniejsze wsparcie.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.