Podróżowanie po Tajlandii

Ci, co podróżują w Tajlandii na własną rękę mogą albo sami wszystko sobie zorganizować, albo skorzystać z pomocy lokalnego biura podróży. Pierwsza opcja jest raczej tańsza (ale trzeba wziąć pod uwagę, że biura podróży dostają różne zniżki, więc de facto może wyjść na to samo), druga pewniejsza (jak dojechałyśmy do naszych chatek nad morze, to okazało się, że taka grupka Niemców, zarezerwowała przez Internet chatki i zapłaciła za nie, a właściciel nie tylko nie miał takiej rezerwacji, ale też nie miał wolnych miejsc). Lokalne biuro podróży organizuje nie tylko noclegi i bilety na pociąg czy samolot, ale także dowóz autobusem lub song taewem (taką półciężarówką z ławkami na krytej pace) z dworca czy lotniska do hotelu. Tak więc o nic nie trzeba się martwić.

Każdy sam musi sobie policzyć, co mu się bardziej opłaca. Warto wybrać się do takiego biura, bo można się czegoś dowiedzieć.  My np. odkryłyśmy, że nasz plan miał jedną wadę. Co prawda uwzględniłam, że pociągi mogą mieć opóźnienie, ale nie sądziłam, że  kilkugodzinne. Tak więc, jadąc z północy na południe lepiej zostawić sobie duży margines czasowy. Poza tym zdecydowanie lepiej podróżować w nocy, bowiem pociągi jeżdżą z prędkością „50 km/h”.

Pociągi są dosyć fajne, tylko mają raczej krótkie łóżka, więc osobom wysokim może być troszkę niewygodnie. Na początku jedzie się normalnie.  Jak się zbliża wieczór pracownicy kolei rozkładają i ścielą łóżka. Rano najpierw krzyczą, żeby obudzić pasażerów, a potem zbierają pościel i składają łóżka.

Jak wysiadłyśmy z pociągu w Surat Thani, Tajowie skierowali nas do odpowiedniego autobusu. Kierowca dwa razy zatrzymywał się, żeby kupić sobie świeże owoce, a raz, żeby odebrać zapakowany obiadek, aż w końcu dojechaliśmy do biura na otwartym powietrzu w Krabi. Tam wszyscy wysiedli z autokaru i wymienili bilety na naklejki. Następnie busy zawiozły wszystkich do hosteli czy chatek.

Tutaj funkcjonuje system naklejkowy: Dzisiaj dostałyśmy pomarańczową naklejkę, tzn. prom do Surat Thani i autobus na dworzec. Każda wycieczka ma swoje naklejki, które czasem mają też numery lub litery. Na wyspach miałyśmy nr 2 , a jeep miał numer 28. Jadąc z  Krabi do Surat Thani dostałyśmy brudne pomarańczowe naklejki, potem jaskrawozielone na prom do Ko Samui. Czerwoną naklejkę miałyśmy na wycieczce  4 Island.

Skorzystanie z autobusów miejskich w Bangkoku jest fajnym doświadczeniem, mimo, że klimę stanowią otwarte okna, a jedzie się godzinami.  Autobus często porusza się środkowym pasem, na którym zatrzymuje się, otwiera drzwi, a ci, którzy chcą wysiąść często muszą wyskoczyć w czasie jazdy i przedrzeć się przez kolejne zatłoczone pasy do chodnika. Jak już wszyscy wsiądą kontroler chodzi po autobusie i zbiera pieniążki za przejazd. Swoją drogą musi mieć niezłą pamięć, żeby rozpoznać w tłumie tych, co dopiero wsiedli.

Po Chiang Mai i na wyspach poruszałyśmy się Song taewami , takimi dzielonymi  taksówkami – półciężarówkami z dwoma ławkami na krytej pace.

Nie można zapomnieć o głównym środku lokomocji, jakim są tuk tuki:)

4 Komentarze

  1. Widze ze nawet jazda Tajskimi srodkami lokomocji to juz jest niezla przygoda :) Zaczynam zalowac ze czytam twoje wspaniale blogi bo przez to jeszcze bardziej nie moge sie doczekac wyjazdu :) Pozdrawiam Slawek.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.