Pojezierze Silkeborskie

Jedną z głównych miejscowości duńskiego pojezierza – „Kraju jezior i wzgórz”, jak nazywają je Duńczycy,  jest Silkeborg. Z Aarhus można tam dojechać autobusem lub pociągiem, podróż trwa niespełna godzinę.

Silkeborg słynie ze swoich muzeów: Muzeum Silkeborg, Sztuki, Papiernictwa czy Bunkrów, a także największego w Europie Północnej akwarium słodkowodnego.  Osobiście interesowało mnie najbardziej Muzeum Papiernictwa, które jak się okazało w wakacje było zamknięte.  Muzeum działa raczej z myślą o wycieczkach szkolnych, a nie o turystach. Szkoda, bo byłam ciekawa.

Zamiast do muzeum poszliśmy nakarmić kaczki. Wystarczyło, że przykucnęłam, a otoczyła mnie chmara kaczek, niektóre jadły mi z ręki. Jedna weszła mi na kolana, żeby skubnąć sobie kawałek leżącego na nich chlebka. Kochane kaczuszki.

Następnie ruszyliśmy na podbój duńskich jezior. Rejsik był sympatyczny, przed nami rozciągały się piękne krajobrazy, mogliśmy też pooglądać duńskie domki letniskowe i jachty. Magiczne miejsce.

Pierwszym punktem, w którym wysiedliśmy było akwarium. Jak przeczytałam w przewodniku to Największe w Europie Północnej akwarium słodkowodne „prezentuje faunę jezior i rzek Danii, od ryb, przez wydry, bobry i węże po ptaki wodne. Turyści spacerują po kładkach przerzuconych nad stawami i strumieniami. Największą frajdą jest możliwość śledzenia przez szybę podwodnego życia jeziora”, brzmi nieźle. Niestety opis ten nie do końca odpowiada rzeczywistości. Okazało się, że akwarium, do którego wstęp to wydatek 57 zł,  jest małe i nudne. Częściowo okazy są wypchane, a tylko niektóre można było zobaczyć na żywo – w dodatku pojedyncze sztuki. Podwodne życie, które podobno można było obserwować w rzeczywistości okazało się być zwykłym akwarium, w dodatku całkiem małym – większe widziałam w shopping molach czy ekskluzywnych biurowcach.  Mieliśmy jednak szczęście, bo akurat trafiliśmy na porę karmieniaJ Dzięki temu zwierzaczki wyszły ze swoich norek i mogliśmy sobie je zobaczyć, poza tym pracownica, która je karmiła zaproponowała, że zrobi im zdjęcia moim aparatem, tak więc mamy przepiękne bliskie ujęcie szopa pracza, który w łapkach trzyma jedzonko. Widzieliśmy też wydry i bobry.

Potem musieliśmy niemal biec, żeby nie przegapić naszej łódki. Bowiem podpływają one tylko wtedy, gdy ktoś z pasażerów, chce w danym punkcie wysiąść, bądź osoba czekająca przestawi flagę, żeby z daleka było widać, że ktoś czeka na łódkę. Trzeba to zrobić odpowiednio wcześnie.

Po drodze minęliśmy ruiny średniowiecznego klasztoru Om  i dwa najwyższe szczyty Danii Yding Skovhøj (173 m n.p.m.) i Ejer Bavnehøj (171 m n.p.m.). Na drugim znajduje się wieża widokowa.  My wysiedliśmy zaś na wzgórzu Himmelbjerget  (stamtąd bowiem panorama okolicy jest ponoć piękniejsza niż z Ejer Bavnehøj ). Wdrapaliśmy się na jego szczyt, na którym znajduje się wieża widokowa o wysokości 25 m. Wieża niestety była zamknięta, więc musieliśmy się zadowolić widokiem ze szczytu wzgórza. To był bardzo udany dzień.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.