Polowanie na turystów

Jednym z naszych zadań poza opiekowaniem się zwierzętami, karmieniem ich i sprzątaniem, jest oprowadzanie turystów po ośrodku.

Są dni, kiedy nie przyjeżdżają do nas żadni turyści, a czasami mamy oblężenie. Najgorsze są duże grupy i dzieci – te bowiem oznaczają kłopoty. Gabriel ich nie znosi.

Znowu mieliśmy dużą grupę – Mieke była przewodnikiem, a ja i Wu You jej cieniami. Ponieważ kilka osób bało się wejść na teren, gdzie gepardy chodzą luzem, Wu You została z nimi  przed wejściem, a mi przypadło w udziale zajęcie się Gabrielem. Ten na początku skupił się na zabawie, ale po chwili zafiksował wzrok na grupie. Na szczęście udało się opanować sytuację. Gabriela na wszelki wypadek zamknęłyśmy.

Okazało się, że część grupy zostawała z tyłu i nie słuchała Mieke, a potem zadawała mi pytanie o coś co ta pięć sekund wcześniej powiedziała. Tak więc robiłam za drugiego przewodnika.

Normalnie turyści mogą sobie porobić zdjęcia z Gabrielem, jeśli ten jest w dobrym nastroju. Poza tym pozwalamy im wejść do serwali (Angie i Allegry) i karakali (przy czym Amy na ogół zamykamy w małej klatce, chyba, że śpi). Przy dużych grupach wchodzi połowa, a potem następuje zmiana. Zanim wejdą do klatki muszą zdezynfekować ręce specjalnym płynem. Kiedy wyszliśmy od karakali, okazało się, że wypadła pora karmienia. Dla turystów, była to dodatkowa atrakcja. Wu You miała nakarmić Maksa. Ten już nie mógł się doczekać, ta zaś nie mogła otworzyć klatki, w której był zamknięty. Kiedy w końcu jej się udało Maks rzucił się na jedzonko i niefortunnie ugryzł ją w rękę, na szczęście nie za mocno.

Kiedy przechodziliśmy koło wykastrowanych lwów, zaczęłam opowiadać grupce turystów, która z czasem zebrała się koło o mnie o mowie ciała lwa, na którego akurat patrzyliśmy. Zaczęli zadawać pytania, a ja opowiadałam o swoich doświadczeniach z lwami z poprzedniego ośrodka. Jeden z turystów był mną zachwycony, powiedział mi, że to niesamowite jaką mam wiedzę i z jaką pasją o tym opowiadam. Cóż moja kochana Lili i inne lwy nadal są w moim sercu, a mówiąc o lwach wspomnienia ożyły. Zdałam sobie też sprawę ile podczas poprzedniego wolontariatu się nauczyłam o tych niezwykłych zwierzętach.

Innym razem miałyśmy specjalną grupę – na wycieczkę fotograficzną. Ja i Ina byłyśmy przypisane do dwóch facetów. Taka wycieczka trwa dłużej, nie zwyczajową godzinę, tylko dwie. Turyści mają wówczas też więcej okazji do poznania naszych zwierząt. Wchodzą bowiem także do klatki Oriona,  surykatek czy nawet wilków. Nasi panowie mieli szczęście, bo akurat przyszli w porze zabawy dla gepardów. Te zaprowadziliśmy do byłej klatki Abby i Apollo (te tymczasowo zostały przeniesione do innych zagród), żeby mogły sobie pobiegać i pobawić się. Idealna sceneria na robienie zdjęć. Moja kochana Eden przyszła do mnie, więc pozwoliłyśmy im porobić sobie z nią zdjęcia. Potem byliśmy u Oriona, surykatek, tradycyjnie serwali i karakali, a na koniec u wilków. Te od razu przyszły przywitać się ze mną i Iną, ale gości omijały szerokim łukiem.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.