Poznawanie ośrodka, czyli dzień pierwszy wolontariatu

Pogłaskałam żyrafę po mordce. Będę niańczyła młodego nosorożca. To będzie całkowicie nowe doświadczenie.

Do Hoedspruit dotarłam ok. południa. Z lotniska odebrał mnie Jan, opiekun wolontariuszy i Rachel, opiekunka zwierząt. Jak zwykle pierwszy dzień jest trochę stresujący, wszyscy się znają, a ja jestem ta nowa. Charles oprowadził mnie. Za bramą ośrodka najpierw mieszczą się domki dla chłopaków i mężczyzn, kawałek dalej położone są domki, w których mieszkają wolontariuszki i pracownice. Jesteśmy zakwaterowani według płci i wieku. Ja będę w domku z 29-letnią Candy z Kapsztadu i 26 – letnią Sarą z Australii. Obok naszego domku mieści się domek „wspólny”, w którym możemy oglądać filmy, mamy lodówkę, będziemy jedli lunchu oraz kolację w niedzielę.

W ośrodku panują restrykcyjne zasady: nie można pić alkoholu, trzeba nosić ubrania zasłaniające kolana i ramiona. Kontakty męsko damskie są surowo zabronione. Pracownicy choćby za trzymanie ręki osoby płci przeciwnej mogliby stracić pracę.

O 15 dołączyłam do grupy turystów na zwiedzanie. Nasz przewodnik Oscar najpierw zapoznał nas z misją Moholoholo, jaką jest ratowanie dzikich gatunków zwierząt, a następnie przedstawił mieszkańców ośrodka. Jak się później okazało zobaczyliśmy zaledwie część z nich.

W ośrodku tymczasowo lub na stałe mieszkają 4 dorosłe lwy i 3 młodsze, kilka dzikich psów, dwie hieny, dziewięciomiesięczny nosorożec, dziewięciomiesięczna żyrafa, gepardy, 2 dorosłe lamparty i 2 małe, serwale, karakal, antylopa, miodożery, baby bushes i mnóstwo ptaków.

Wolontariusze podzieleni są na grupy i każda opiekuje się przydzielonymi jej zwierzętami. Jeszcze nie wiem do której grupy dołączę. Mam nadzieję, że nie będę musiała zajmować się ptakami. Codziennie będziemy też niańczyli Oliwię (dziewięciomiesięcznego białego nosorożca). Bardzo się cieszę na pracę z nią, bo jeszcze nigdy nie miałam bezpośredniego kontaktu z nosorożcem. Jest tu też żyrafa. Udało mi się ją pogłaskać po mordce. To będą całkowicie nowe doświadczenia dla mnie.

Z ośrodka rozciąga się przepiękny widok na góry, magiczne miejsce. Świeci słońce i jest cieplutko. Mam nadzieję, że mi się tu spodoba.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

1 Komentarz

  1. Na wolności, gdzie miłość w akcji, takie restrykcje… Pewnie po to, aby się ludzie zajmowali zwierzętami, a nie sobą. Ale…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.