Prawdziwy miś Paddington, czyli osierocony niedźwiadek Aruma

Aruma był dla mnie takim wielkim misiakiem, którego najchętniej przytuliłabym. Co ciekawe znany na całym świecie sympatyczny miś Paddigton jest właśnie niedźwiedziem andyjskim, takim jak Aruma.

Wybierając się na wolontariat do La Sedna Verde, zapisałam się na program opieki nad niedźwiedziami. I tak jednym z moich podopiecznych był 8-letni wówczas Aruma, który niemal całe swoje dotychczasowe życie spędził w tym boliwijskim sierocińcu dla zwierząt.

Na świat przyszedł gdzieś w boliwijskim lesie. I pewnie dalej wiódłby szczęśliwe życie na wolności, gdyby nie niefortunne spotkanie złego człowieka, który postanowił go stamtąd zabrać. Kiedy policja nakryła go w  2007 roku na nielegalnym rynku w Quime podczas próby sprzedaży, tłumaczył się, że znalazł Arumę w lesie. Według jego wersji wraz z synem natknęli się na niedźwiedzicę z małymi, która wystraszona uciekła tylko z jednym dzieckiem,  zostawiając drugie za sobą. Abstrahując od tego, że historia ta jest mało prawdopodobna, mógł zadzwonić do pogotowia dla zwierząt, a nie próbować sprzedać niedźwiadka. I tak około dwumiesięczny odwodniony i głodny Aruma  trafił do pogotowia dla zwierząt, gdzie został przez kolejne dwa miesiące. W tym czasie przygotowywano mu specjalną zagrodę na wzgórzu w lesie w La Senda Verde, w której już w lepszym stanie fizycznym zamieszkał 15 grudnia 2007 roku.

Żałowałam, że nie miałam pojęcia o La Senda Verde, kiedy Aruma był malutki. Musiał być uroczym niedźwiadkiem. Obecnie wolontariusze niestety nie mają z nim już bezpośredniego kontaktu. Ale za to mogliśmy go karmić, czasem nawet miałam pozwolenie, żeby dać mu jakiś owoc z ręki. Uwielbiałam też kiedy podczas sprzątania wypadała moja kolej rzucania mu orzeszków. Patrzyłam wtedy jak ten olbrzym (ważył jakieś 180 kg i miał 1,8 m wzrostu, gdy stał) rozgryza je zębami i kładzie sobie na wielkiej łapie. Był przy tym taki delikatny. Kiedy skończył, patrzył się na mnie tymi pięknymi oczami, bo chciał następnego.

Niedźwiedzie andyjskie na mordkach i szyi mają specjalne jasne znaki często okrążające ich oczy, przez co nazywane są niedźwiedziami okularowymi, bowiem wyglądają jakby nosiły okulary. Ten beżowy wzór jest unikatowy dla każdego zwierzęcia. W przypadku Arumy nie był on tak bardzo wyrazisty. Niedźwiedź ten miał jasny pyszczek i ledwie kreskę między oczami. To jeszcze bardziej upodobniało go do misia Paddingtona. Był bardzo łagodnym zwierzakiem. Uwielbiał spać i wylegiwać się na drzewie lub drewnianej platformie. Przy czym dosyć niezdarnie z niej schodził, a wręcz powiedziałabym spadał. Jak szedł bujało się całe jego futerko. 

Zapraszam do polubienia mojej strony na FB 
https://www.facebook.com/swiatoczamigoski
 oraz śledzenia na twitterze @Goskablogerka

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.